|
Ostatnie wpisy
|
czwartek, 04 listopada 2010
Patryk i publiczna kasa
Trochę wody upłynęło, kilka rzeczy się zmieniło. Np. Patryk zmienił stan cywilny - brawo za osiągnięcie celu, o którym opowiadał już wcześniej, a który miał dopomóc w naprawie nadszarpniętego wizerunku. Oczywiście, fakt, że tuż przed wyborami i po dość jednak krótkiej znajomości człowiek taki jak on wiąże się na całe życie z jedną kobietą, podczas gdy do tej pory tygodnia nie potrafił wytrzymać w monogamii, jest czystym zbiegiem okoliczności. Żal mi trochę dziewczyny, bo perspektywa spędzenia reszty życia z oszustem, który własnego ojca ma za nic, a matki się boi, najbliższych ponoć przyjaciół obmawia za plecami, a w łóżku niestety osiągnięć nie ma żadnych, jak dla mnie jest średnią okazją, ale przecież "widziały gały co brały". Starsze Panie i Panowie z dzielnicy zaś cieszą się, że taki młody, porządny, miły człowiek, którego co niedzielę oglądają w kościele (bo twierdzenie, że w kościele widzi go najwięcej ludzi i jego potencjalnego elektoratu więc chodzić trzeba, niezależnie od tego, jaką szują jest się naprawdę i gdzie się tych wyborców ma jest dalej w mocy) chce ich reprezentować i naprawi im ulice i krawężniki. Przy okazji: przez ostatnie kilka lat jakoś mu nie wyszło, ale może trzeba dać mu szansę:)
Patryk założył też własną firmę, w której został dyrektorem:) Zdaje się, że po wyjściu na jaw jakim jest skur.... nikt nie miał ochoty go zatrudniać, stracił też kilku znajomych, ale nie wszystkich. Jeden z najbardziej przez niego za plecami obgadywanych pracuje razem z nim - czy stanowisko dyrektora od czegoś innego było formą przeprosin? Ja bym nie mogła pracować z mendą udającą mojego przyjaciela... Tak czy owak Patryk zamierza żyć za publiczne pieniądze przez kolejną kadencję. Tak jak do tej pory, angażując się tylko, kiedy gdzieś może zaświecić flesz. Sprawy zwykłych ludzi ma gdzieś - uwierzcie, nie raz i nie dwa o tym opowiadał, szczególnie idąc na dyżur z aktualnie czytaną książką pod pachą i twierdząc, że to doskonały czas, żeby odpocząć od codzienności - wszak odwiedzających go petentów nie było wielu, najczęściej znajomi. Nie chcę, żeby Patryk żył za, również moje, pieniądze przez kolejne kilka lat, naśmiewając się z naiwności ludzi, którzy na niego zagłosowali. Jeśli masz pomysł, jak poinformować o prawdziwym obliczu Patryka jego potencjalnych wyborców napisz: origa@o2.pl
piątek, 10 lipca 2009
Ludzie jednak się nie zmieniają
Do takiego smutnego wniosku doszłam czytając korespondencję od kolejnych dziewczyn, które trafiają na bloga. Minął rok odkąd na jaw wyszło, jakim oszustem jest Patryk, miałam nadzieję, że dostał nauczkę i czegoś go to nauczy, ale okazuje się, że nic z tego. Nie wiem czemu, ale od listopada (jakoś przez wakacje przerwa była) znów dostaję maile o kolejnych jego równoczesnych podbojach, przy czym najczęściej zdarzają się prośby od koleżanek niczego nieświadomych potencjalnych "ofiar" z prośbą o ich ostrzeżenie np. przez wysłanie linka do bloga na NK. Żadnego szumnie zapowiadanego przez Patryka wezwania do sądu nie dostałam, bo i czego miałaby dotyczyć sprawa? Ten tchórz doskonale wie, że ja potrafię udowodnić wszystko o czym tu napisałam, on za to na swoją obronę nie ma nic. Leczenie chorób po Patryku trochę trwało i trochę kosztowało-zarówno ja jak i kilka innych dziewczyn zdecydowałyśmy, że to jednak zbyt poniżające prosić przed sądem o zwrot kosztów leczenia od takiego gnojka, który nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Jego obecna "narzeczona" została uraczona wzruszającą historią o kobiecej zawiści, złośliwości i problemach psychicznych autorki niniejszych słów. No i oczywiście o diametralnej zmianie, jaka się w nim dokonała, o rzeczach, które pojął dopiero w obliczu tych straszliwych pomówień. I o świadomości błędów, które popełnił. Tak na pocieszenie powiem Ci kobieto, że związanie się z Tobą zostało mu doradzone, jako dobra inwestycja w wizerunek, nieco nadwyrężony jego (szeroko komentowanymi) wyczynami w dziedzinie kłamstwa, fałszu i obłudy. Szczerze współczuję Ci rozczarowania jakie przyjdzie, kiedy odkryjesz jego prawdziwą twarz, albo chociaż jego "pozanarzeczeńskie" związki. Miałam nadzieję, że po wszystkim co wyszło na jaw Patrykowi będzie głupio spojrzeć w lustro jak nie od razu to chociaż za jakiś czas, jak wydorośleje, dojrzeje, zmądrzeje. Nic z tego, jak się okazuje. W końcu przecież niedługo kolejne wybory, a przez całą kadencję Patryk się nie napracował, bo zajęty był sprawami zgoła innymi...Teraz robi z siebie obrońcę i społecznika działającego na rzecz WKS "Gwardia". Rzecz jasna, moment wybrał idealny, licząc, że echa jego działań odbiją się na wynikach głosowania na kolejną kadencję, a co za tym idzie ciepłej posadki i kilku tysięcy miesięcznie za nic-jak sam miał w zwyczaju powtarzać. Mam nadzieję, że się opanuje i nie będzie na tyle bezczelny, żeby starać się o kolejny mandat, zdaję sobie jednak sprawę, że szanse na to są marne. Oświadczam więc tu i teraz, że jeśli wpadnie na to, żeby żyć za publiczne pieniądze przez kolejne lata, to w trakcie kampanii dowiedzą się o jego prawdziwym obliczu nie tylko internauci, ale także wszyscy mieszkańcy Mokotowa-co obiecał mi już dawno temu, a ostatnio ponowił obietnicę Pan-z-bardzo-poczytnej-gazety. I nawet pokazowe chodzenie do kościoła co niedzielę mu nie pomoże.
poniedziałek, 10 listopada 2008
Rasizm? Nie tylko!
W sumie miałam się w tej kwestii nie wypowiadać, bo z pewnych względów tak mi radzono, ale jednak nie mogę. Rzecz dotyczy brata Patryka, często prezentowanego ostatnio w mediach w związku z wypowiedzią dotyczącą wyniku wyborów w USA. Treści przytaczać nie będę wierząc, że nawet średnio uświadomiony politycznie czytelnik wie, o co chodzi. Przypomnę jeden z punktów, który znalazł się w moim wyliczeniu dotyczącym Patryka w poprzedniej notce (z 27. V. 2008):
"9. Wystrzegaj się rodzinnych obiadków, a już na pewno nie mów w ich trakcie o swoich, choćby trochę tylko lewicowych, poglądach: dla reszty rodziny przy stole staniesz się po prostu zatęchłym powietrzem. Jesli broń boże masz korzenie żydowskie lub jakiekolwiek inne "nie mów o takich sprawach głośno"!!!" Niestety: homofobia, antysemityzm i rasizm to jest rzecz na co dzień w rodzinie Patryka uznawana za normę!!! I Patryk w tych poglądach kibicuje bratu okrzykniętemu w mediach "największym rasistą RP". Przykre, ale prawdziwe. Jeśli nadal zastanawiasz się, czy spotkać się z Patrykiem choćby jednorazowo, a może na kolejnej już randce, wpisz dane jego brata w google i przeczytaj, co ma do powiedzenia o czarnoskórym prezydencie - elekcie USA. I pamiętaj przy tym, że Patryk swojego brata zawsze uważał za wzór do naśladowania i był z niego dumny, co więcej: nie wierzył by był w stanie kiedykolwiek mu dorównać.
wtorek, 23 września 2008
C.D.
Nie odzywałam się, bo sprawa jest w toku. Nie mogę ujawniać szczegółów (w rodzinie poseł i prokurator więc nie wątpię, że będą próbowali poruszyć niebo i ziemię, żeby się dowiedzieć co i jak, ale ja wiem, że im się to nie uda:)), ale zrobiło się naprawdę poważnie. Jeśli jakimś cudem zdarzy się, że Patryczek ośmieli się, o ile w ogóle będzie miał możliwość, startować w kolejnych wyborach samorządowych, to obiecuję sobie i innym oszukanym i wykorzystanym, że nie dopuszczę do jego wyboru. Przypominam adres mailowy, czytam i odpowiadam na wszystkie maile: origa@o2.pl Jeśli wiesz o nim coś, co może pomóc mnie lub innym oszukanym, bądź jego obecnej, albo nawet przyszłej kobiecie - daj znać. Zapewniam Ci dyskrecję i poszanowanie prawa prywatności naszej korespondencji.
niedziela, 01 czerwca 2008
Krótki poradnik cz. II
W związku z zainteresowaniem wielu kobiet treścią poprzedniego wpisu i chęcią włączenia się w zabawę pt. "spotkania z P. z przymrużeniem oka", zamieszczam drugą część krótkiego poradnika, składającą się w ogromnej części z propozycji przesłanych do mnie na priv przez inne "jedyne koebity jego życia":) Kolejność punktów przypadkowa. (...) 15. Przyzwyczaj się do opowieści o "Hance i zajebistym Romku": to nic, że nigdy nie poznał tych ludzi osobiście, on już czuje się jakby był politykiem najwyższego szczebla... (gwoli wyjaśnienia: Hanka to Hanna Gronkiewicz-Waltz, Romek zaś to Roman Giertych, nad którego nieobecnością w sejmie obecnej kadencji P. ubolewa - niestety zupełnie serio) 16. Przyzwyczaj się do kilkunastu tel. dzinnie, P. musi mieć pewność, że na pewno jesteś sama! jeśli już musisz wyjść zostaw mu dokładne wytyczne gdzie i z kim oraz dokąd się wybierasz! (żeby kontrolowanie Cie było możliwe, najprawdopodobniej dostaniesz telefon z nowym starterem, na który P. ma darmowe rozmowy). Niestety, w druga stronę to nie działa - kiedy Ty będziesz dzwonić, prawdopodobnie akurat będzie ciężko pracował/kładł się spać/będzie w drodze, albo na bardzo ważnym spotkaniu/w domu u mamy itp. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko że akurta jest w towarzystwie innej kobiety... 17. Nie utajaj swoich wcześniejszych doświadczeń w sferze łóżkowej: jeśli liczba Twoich wcześniejszych partnerów wynosiła 2, a on myślał ze był tylko jeden, skarci Cię jak dziwkę i zrobi awanturę, że go oszukujesz. Mimo, że sama jesteś 10 w tym miesiącu... 18. Wybierając się do kina nigdy nie pozwól mu wybierać repertuaru! Możesz mieć pewność, że wybierze coś, na co sama nigdy byś się nie zdecydowała, na przykład..."Transformersów"...Na teatr nie licz. 19. P. nie pamięta o świetach...w dzień kobiet, urodzin czy imienin nie dostaniesz kwiatów ani życzeń (mam tyle na głowie, nie mam pamięci do dat itp.)...za to o swoich "świętach" zacznie Ci przypominać z kilka tygodni wcześniej 20. Jeśli nie lubisz towarzystwa w czasie intymnych chwil UWAŻAJ: on nie mieszka sam...oprócz współlokatorek, jak przystało na dorosłego mężczyznę, ma również karaluchyw duzych ilościach, które beztrosko przechadzają się po pościeli i okolicach... 21. W momencie kiedy P. zabraknie miejsca w kalendarzu na spotkania z Tobą, albo wyda się, że Cię zdradza, zapewne zaproponuje Ci " rozstanie i utrzymanie znajomości". Oczywiście postara się to uzasadnić..." mam wewnętrzny problem ze sobą" " zasługujesz na lepszego" " znajdź sobie kogoś w swoim mieście", "nie zasługuję na Ciebie", "muszę być teraz sam", "nie jestem stworzony do związków", "będę teraz sam-nie zapomnę o Tobie-dlatego nie mógłbym się związać z inną kobietą (to, że akurat jest w 3 innych związakch, jakos umyka jego uwadze" czy też...." nie mogę z Tobą być bo....Ty kochasz podróże i chcesz zwiedzać świat"... ![]() 22. Na pierwszym spotkaniu, kiedy będziesz chciała się o nim dowiedzieć czegos więcej, powie: "wpisz moje nazwisko w google a dowiesz sie kim jestem". Choć teraz chyba musiał zmienić tekst:) 23. Mężczyźni z klasą nie opowiadają o swoim życiu erotycznym na forum publicznym, oczywiście P. to nie dotyczy...spodziwaj się, że wasze sprawy łóżkowe będą częstym tematem rozmów P. zarówno z bliższymi jak i dalszymi znajomymi, nawet, kiedy wasz związek skończy się kilka miesięcy wcześniej.....i tak każdy będzie mógł się dowiedzieć co lubisz, a czego nie lubisz w łożku, a także "jaka jesteś w tych sprawach"...niekoniecznie wszystkie te opowieści będą miały coś wspólnego z prawdą... 24. Jeśli mieszkasz w innym niż on mieście, przyjeżdżając przywieź ze sobą porcję żywności: tego, co on ma w lodówce lepiej nie próbuj - najczęściej stoi to tam długo po jakimkolwiek terminie przydatności do spożycia, ewentualnie P. zostawi Cię w domu, pojedzie do mamy, od której przywiezie bigos albo flaki, którymi będzie chciał Cię nakarmić, nie zważając zupełnie na fakt, że nie jadasz akurat tych potraw, lub jesteś wegetarianką. Najczęstszy scenariusz jest jednak taki, że jesli będziesz chciała cos zjeść, będziesz musiała iść sobie na zakupy. Szczytem była akcja, kiedy jedna z "jedynych" przyjechała na kilka dni, w czasie których P. jadał obiady na mieście lub u mamy, w lodówce zostawiając dla kobiety stare masło i jedno jajko... 25. P. to pozer...zapewne przynajmniej kilka razy wspomni Ci o swoim płaszczu, za który zapłacił ponad 1000 zł (co tłumaczy dlaczego na lepsze niż "chujowe spinki do mankietów" już nie miał) udawaj zachwyconą jego dobrym gustem, i pełną podziwu dla jego "stanu posiadania", nawet kiedy będziesz miła na sobie coś wartego kilka razy więcej, nie chwaląc się przy tym ile za to zapłaciłaś.. 26. (To mnie zasmą zszokowało) Jeśli Twoim fetyszem nie jest flatufilia unikaj jak ognia pozycji 69 ! z pewną "jedyną" podczas ich wspólnego pierwszego razu P. nie wytrzymał... 27. Jeśli kiedykolwiek P. powie Ci, że nalezy do jakijs konkretnej organizacji, jest Honorowym Krwiodawcą lub członkiem innego stowarzyszenia, poproś, żeby to udowodnił - pokazał książeczkę, legitymację, lub cokolwiek innego - nie zdziw się, kiedy zacznie Ci tłumaczyc, że akurat zostawił dokumenty w samochodzie/u mamy/u brata lub w innym, nieosiągalnym chwilowo miejscu... 28. Do wszystkiego, co mówi na temat swojego stanu zdrowia podchodź z nieufnością - jesli chce Ci pokazywać jakies wyniki, idź z nim i każ zrobic badania w swojej obecności - niestety ten punkt nie jest żartem. Jesli tak go potraktujesz, możesz się nieprzyjemnie rozczarować, przechodząc po kontaktach z nim rutynowe badania lekarskie... 29. Słowa "jesteś jedyną kobietś mojego życia" będziesz słyszała często, szczególnie, jesli zakwitnie w Twojej głowie podejrzenie, że Cię zdradza - zapytaj wtedy: jedyną od ilu dni? 30. Kiedy już będzie mu się palił grunt pod nogami w sytuacji, kiedy będziesz miała dowód na jego zdradę, zaopatrz się w duże pudełko chusteczek higienicznych - "szczere" łzy Patryka towarzyszczące jego zapewnieniom o uczuciach do Ciebie i przysiegach na życie matki, że nigdy Cię nie zdradził (szczególnie kiedy akurat wraca od innej "jedynej"), mogą Cię dosłownie zalać 31. Nie planuj z nim Sylwestra, imprez, urlopu i innych dni, które w normalnych związkach spędza się razem z ukochanym - w ostatniej chwili wszystko odwoła, bo w końcu planował i zapraszał na nie kilka kobiet na raz - a spędzić może tylko z jedną - szanse, że będziesz nią akurat Ty, są niewielkie... 32. Na koniec: po rozstaniu spodziewaj sie najgorszego. P. ma wybujałą fantazję, podobnie jak ego...Każda z nas dowiedziała się nie lada sensacji na swój temat...
wtorek, 27 maja 2008
Krótki poradnik...
...czyli co zrobić, jeśli spotkasz kiedyś P. na swojej drodze. Jak najszybciej UCIEKAJ!!! Nie no, żartuję. Chociaż...? Mam dziś dobry humor, służy mi rozłąka od tematu P., bo w końcu tyle ciekawych rzeczy dzieje się wokół:) Postanowiłam więc w ramach rozrywki napisać coś w konwencji, powiedzmy, żartobliwej. Rzecz jasna nie oczekuję przy tym, że moje poczucie humoru trafi do wszystkich. Tak więc krótki poradnik: czego możesz się spodziewać i jak reagować, kiedy jednak niebezpieczeństwo pod postacią P. stanie Ci na drodze i bedziesz z nim spedzac swój czas (kolejność porad zupełnie przypadkowa): 1. Nie oczekuj ze zapraszając Cię do siebie przygotuje coś; oprócz brudnej pościeli i zasłony w kuchni nie ma tam nic....czesem dostaniesz piwo. No chyba, że to pierwsza Twoja wizyta u niego, a on ma w stosunku do Ciebie plan "spędzisz ze mna noc"- w tym jednym wypadku prawodopodobnie uraczy Cię serem i winem, może nawet kwiatka dostaniesz. Ale nie licz na przekąski....zdarzało się, że niektóre z nich zalegały na jego półce w lodówce po 2-3 tygodnie i właściwie zaczynały żyć własnym życiem... 2. Nie zostawiaj u niego bielizny: jest duża szansa, że w międzyczasie założy ją inna kobieta (p. jej da "do przymierzenia"), po czym P. odda Ci ją bez skrupułów, o niczym Cie oczywiście nie informując. 3. Nie dotykaj jego telefonu - on twierdzi, że był "inwigilowany przez przez ojca, co bił go po twarzy"....może wpaść w szał...szczególnie, kiedy odkryjesz, ile smsów od innych kobiet, a co ważniejsze - jakiej treści, ma w nim zachowane i jakie do nich sam wysyła... 4. Nie wierz kiedy powie, że taka sytauacja "zdarzyla mu się pierwszy raz, że nie wie jak to możliwe że jesteś tak ważna, choć tak krótko się znacie..." każda z nas to słyszała, takich "pierwszych razow" przez ostatni rok bylo kilkadziesiąt... 5. Pamiętaj, że po spowiedzi P. zachowuje wstrzemięźliwość....objawiającą się jako "uszanuj moje zasady! możesz mi zrobić tylko laskę! " 6. Przyzwyczaj się do telefonów od mamy o każdej porze dnia i nocy z pytaniami: gdzie jesteś, co robisz, z kim, kiedy wrócisz, co jadłeś itp. W końcu P. ma dopiero 27 lat i nie potrafi samodzielnie funkcjonować. Nie zdziw się, jeśli któregoś pieknego dnia nakaże Ci szybką ewakuację z mieszkania, bo jego mama właśnie postanowiła wpaść, żeby sprawdzić, jak żyje jej synek (albo posprzatać-różnie bywa), a przecież nie może zastać u niego kobiety (jak raz zastała przyjaciela i kobietę to z jej ust padały słowa o "kurwieniu się", "burdelu", "dziwkach" i "dziwkarzach" itp. - tak właśnie w stosunku do obcych kobiet zachowują się kobuiety z klasą). 7. (Punkt od koleżanki:))Unikaj patania o rodzinę - zanudzi cię opowieścią o jego matce "bohaterce narodowej" ktora ze 100 zl dotarla do stolicy z małej wsi, po skończonej podstawówce nie podjęła dalszej edukacji bo bylo wtedy trudno ( taaa moja mama ma studia - jest z tego samego rocznika....) i od razu nauczyła się zawodu - prawdziwa kobieta sukcesu...o bracie i tak wysłuchasz swoje, a jak zapytasz o nieudaczników życiowych w jego rodzinie to opowie Ci o...ojcu... 8. Pamiętaj: on płacze na zawołanie i po to, aby odwrócić zaistniałą sytauację przeciwko Tobie: wzbudzić poczucie winy i żalu - jeśli odkryjesz jego zdrady oprócz płaczu i lamentu oraz przysiąg na życie matki, że to "był pierwszy i jedyny raz" itp., spodziewaj sie także propozycji "wybacz mi - zadedykuję ci piosenkę w radiu wawa, żeby udowodnić, jak bardzo mi na Tobie zależy","chcesz?? napiszę na gronie że Cię kocham", "przedstwię Cię mamie" itp. 9. Wystrzegaj się rodzinnych obiadków, a już na pewno nie mów w ich trakcie o swoich, choćby trochę tylko lewicowych, poglądach: dla reszty rodziny przy stole staniesz się po prostu zatęchłym powietrzem. Jesli broń boże masz korzenie żydowskie lub jakiekolwiek inne "nie mów o takich sprawach głośno"!!! 10. Nie oburzaj się, kiedy nazwie Cię swoją prywatną kurewką, szmatą czy dziwką - on uważa, że to powinien byc dla Ciebie zaszczyt!!! 11. Nie próbuj nawet dla zabawy mowić z nim w łóżku po angielsku....on nie zna nawet polskiego! a po angielsku nic nie potrafi powiedziec ;] 12. Na urodziny da ci dokladnie wskazówki co i gdzie masz mu kupić - nie zdziw się jak okaże się, że to wydatek kilkuset zlotych (ostatnie życzenie: skórzany portfel konkretnej firmy i wybrane przez niego perfumy)....nawet, kiedy wie, że nie pracujesz, albo utrzymujesz się z oszczędności...podczas gdy on sam najprawdopodobniej wręczy Ci coś, co kiedyś dostał od kogoś innego (vide: kubek, lub coś takiego), albo co komuś sam dał, ale zostało mu zwrócone: komplet bizuterii, kamerka internetowa czy coś takiego. 13. Jesli nie lubisz seksu analnego-uciekaj, jak go tylko zobaczysz-wpakuje Ci się w tyłek bez ostrzeżenia, a na Twoje łzy zareaguje: naprawdę nie wytrzymasz?? No i przy tej okazji: NIGDY, PRZENIGDY nie pytaj czy jego skłonność i uwielbienie dla seksu analnego nie ma podloża w ukrytym homoseksualiźmie- wpadnie w szał i będzie agresywny....:/ 14. I na koniec...nie wierz, że "następnym razem będzie Ci lepiej, będę mógł dłuzej....." nie będzie....30 sek to jeszcze rekord... I tym optymistycznym akcentem dziekuję za uwagę na dzień dzisiejszy:)
czwartek, 15 maja 2008
Żarty się skończyły...
Bardzo szybko i w bardzo dużym skrócie, bo mam mnóstwo pracy:
P. spotkał się z jedną z nas. Obiecał dać jej wyniki badań, które rzekomo zrobił. No cóż....mnie obiecywał faksy, skany i cholera wie co jeszcze, za duzo więc nadziei w tym nie pokładałyśmy. Bała się, dlatego wszystko odbywało się w miejscu publicznym. O tym śmiesznym świstku papieru, który P. usiłował jej wcisnąć jako wyniki pisac nie będę - ona sama zrobi to dużo lepiej, bo jej relacja zostanie zamieszczona na blogu. Spotkanie zakończyło się napaścią P. na nią, kiedy stwierdziła, że zrobi ksero (najpierw zapytała czy to kserokopia dla niej, bo jej takową obiecywał), a dziewczyna zastanawiała się czy nie zgłosić tego na policję. Zaczęłyśmy się naprawdę bać. Przecież tak naprawdę ten człowiek wie, gdzie mieszkamy, wie czym się zajmujemy. Przestałam się uśmiechać na sugestie ze strony znajomych, radzących ostrozność na ulicach i odradzających samotne spacery... Ona podobno nigdy nie widziała takiej furii w niczyich oczach, a P. kilkakrotnie wspominał, że potrafi wpaść w szał i wtedy nic go nie jest w stanie powstrzymać, a on potem nie pamięta, co robił...Przestało byc zabawnie...
niedziela, 11 maja 2008
Warszawa i co z tego wynikło
Wspominałam, że byłam w Wa-wie i że opiszę tą wycieczkę. Jeszcze przed przyjazdem nagrałam się P. na pocztę z żadaniem zwrotu swojej własności, informując go w jaki sposób i kiedy może się ze mną skontaktować. Rzecz jasna, nie skontaktował się. Nawet na tyle klasy nie ma, żeby oddać coś, co nie należy do niego, ale ostatecznie, mogłam się tego po nim spodziewać.
Najpierw sąd. Sprawę załatwiłam o dziwo bardzo szybko - spodziewałam się większych komplikacji. Choć musiałam przy wejściu po prześiwetleniu torebki oddać zaskoczonemu strażnikowi mały składany nóż, jako narzędzie niebezpieczne:) No i znajomi ostrzegali i tłumaczyli, że w końcu P. ma w rodzinie panią prokurator itd. No nic, zobaczymy, co będzie dalej. Kolejny punkt to spotkanie z innymi "jedynymi" P. Ze względów logistycznych nie mogłyśmy się spotkać wszystkie, ale to zostanie nadrobione w najbliższej przyszłości:) Celowo wybrałyśmy "V." - miejsce, w którym P. czuje się jak w domu i do którego przyprowadzał nas wszystkie. Zapytałam nawet, czy mają na składzie krupnik z mlekiem - trunek, którego P. nauczył się pić u mnie w Krakowie, a potem chwilił się, że specjalnie dla niego i Jarka w "V." od tej pory zawsze jest schłodzone mleko. Mieli - nie kłamał:) Liczyłyśmy na obecność znajomej barmanki, która mogłaby ewentualnie przekazać P. zbiorowe pozdrowienia, niestety akurat nie pracowała. Za barem stał za to właściciel, co rozbawiło nas jeszcze bardziej, bo swego czasu widywał każdą z nas z P. w swoim klubie. Ja nawet zostałam mu kiedyś przedstawiona. Początkowo zresztą nie do końca zdawał sobie sprawę, kim jesteśmy, ale kiedy już poskładał sobie w całość puzzle, to przekazał P. tyle, ile zdążył usłyszeć (na co zresztą liczyłyśmy:)), co potem oburzony P. wykrzyczał jednej z nas przez tel. Co uderzyło nas od razu: jesteśmy zupełnie różnymi kobietami; inny kolor włosów, inny typ urody, inna budowa ciała, inne charaktery. Jak widać P. nie ma określonego ideału kobiety, choć każdej z nas wmawiał, że nim jest:) Rozmawiało się bardzo fajnie. Totalnie nie czułam skrępowania, nawet, kiedy porównywałyśmy intymne szczegóły życia z P. Nasze doświadczenia, jak się okazało, są do siebie bardzo podobne. Zarówno, jeśli chodzi o codzienne życie z P., jak też jego wymówki, zachowania w sytuacjach kryzysowych (przed wszystkimi klęczał, płakał i przysięgał, kiedy próbowałyśmy od niego odejść), sferę seksualności i każdą inną. Schematyzm to chyba dobre słowo. Każda z nas ma za sobą bardzo przykre doświadczenia w życiu, o których opowiadała P., a którą to wiedzę P. bardzo dobrze wykorzystywał, uderzając w razie potrzeby w czuły punkt, równocześnie jawiąc się nam jako ten porządny, uczciwy facet, który w życiu by nas nie skrzywdził, nie oszukał, nie okłamał, nie zdradził. Kolejnych kilka nieścisłości z opowieści P. na nasz temat zostało zweryfikowane. Dużych nieścisłości, które właściwie należy określić mianem ordynarnych kłamstw. Dowiedziałam się też, co stało się z kompletem pewnej bielizny, którą P. na moich oczach dał Rudej, żeby ją przymierzyła (co też bez krępacji zrobiła) - wiedziałam, że komplet był własnością innej kobiety, która dostała go w prezencie od P. jeszcze przede mną (myślałam, że po prostu nie chciała/nie zdążyła go zabrać, dlatego leżał na dnie jego szafy), nie wiedziałam natomiast, że po całej sytuacji, P. jej tą bieliznę oddał, jak gdyby nigdy nic. Obrzydliwość - to chyba słowo, które tu pasuje. Jedna z ostatnich jego kobiet dostała kubek z pszczółką - własność mojej poprzedniczki, której po prostu nie zabrała z jego mieszkania. Żadna nie "przyznała się" do otrzymania kompletu biżuterii z perełkami, który ja oddałam P. po zakończeniu naszego związku (dostałam z okazji pół roku bycia razem) - pewnie czeka na nową właścicielkę, albo ja jej jeszcze nie poznałam:) Za to kamerkę internetową (którą też mu oddałam), chciał podarować jednej ze znanych mi kobiet, tyle, że ona nie chciała:) A poprzedni związek P. nie zakończył się, kiedy rozpoczął się mój - nie, trwał w najlepsze do końca maja - a wtedy rozpoczął się kolejny, z Kasią z Olsztyna. Co więcej, ze swoją poprzednią kobietą P. miał wyjechać na długi majowy weekend (był jednak wtedy ze mną w Krakowie), tylko jak zwykle wymówił się pracą. Jeszcze lepsze jest to, że podczas ostatniej rozmowy z moja poprzedniczką, mimo, iż ona była juz po lekturze bloga, P. z całą bezczelnością wmawiał jej, że jej nigdy nie zdradził. Ale o tym już chyba było:) Ale przejdźmy do rzeczy ważniejszych. Tematem dla nas ważnym była kwestia wyników badań P. (o ile w ogóle je robi). Dokładnie porównałyśmy wszystko, co mówił na ten temat każdej z osobna i okazało się, że wersje kompletnie się ze sobą nie pokrywają. Zresztą niczego innego sie nie spodziewałyśmy. No i rozmowa zeszła na temat jego brata. Ja go osobiście nie miałam okazji poznać, mówiłam zresztą wielokrotnie P., że poglądy jego brata są dla mnie nie do przyjęcia - pisałam pracę mgr na temat homoseksualizmu i homofobii, ogólnie jestem tolerancyjna, nie chodzę do kościoła (co P. ukrywał przed swoją matką, choć sam nie chodzi), nie jestem antysemitką, no i niestety nie boję się głośno mówić o swoich przekonaniach, co P. bardzo martwiło - i w razie jakiejkolwiek próby poruszenia takich tematów przy ewentualnym spotkaniu będę szczera, jak zwykle. Nigdy nie wykazywałam ochoty poznania tego człowieka, tak samo zreszta jak matki. Tylko o ojcu miałam cieplejsze zdanie po rozmowach z kilkoma osobami, jego jednak nie było mi dane poznać. Teraz się cieszę, bo po opowieściach regularnej uczstniczki niedzielnych obiadków na temat jego reakcji na jej żydowskie pochodzenie, oraz późniejszych odwiedzinach matki, która pytała P. jak ta dziewczyna może mówić o takich rzeczach głośno i że trzeba coś z tym problemem zrobić, przeszła mi wszelka ochota na jakiekolwiek kontakty z członkami rodziny P. Raz jednak byłam bliska poznania brata, który miał mnie oprowadzić po sejmie. Wszystko było już umówione i dogadane, w sejmie nie działo się nic, co wymagałoby osobistej obecności brata, wychodziłam na autobus, kiedy zadzwonił P. Powiedział, że brat przed chwilą zadzwonił i musiał odwołać spotkanie, bo niespodziewanie coś mu wyskoczyło. Do tej pory nie wiem, czy P. w ogóle rozmawiał z bratem na temat mojej wycieczki do sejmu (choć ja go o nią nie prosiłam, po prostu przy którymś tam moim pobycie w wa-wie powiedział, że ma dla mnie taką niespodziankę), czy może bratu faktycznie coś wypadło, czy P. się wystraszył (znając mnie), że zrobię złe wrażenie na bracie, bo w rozmowie wyjdzie na jaw, jakie mam poglądy, a wyobrażam sobie, że pytanie: na jaki temat piszesz/pisałaś pracę mgr by pewnie padło-odpowiedź mogłaby brata zszokować. No i nie zobaczyłam ani sejmu ani brata:) Wracając do meritum: jedna z nas poznała Artura, miała okazję wielokrotnie z nim rozmawiać, a nawet odbywała staż w jego biurze. Opowiadała o jego sposobie bycia, o tym, że ludzie go cenią; że przyjmuje wszystkich i każdemu stara się pomóc; że raczej nie działa pod wpływem emocji, tylko najpierw stara się zobaczyć sprawę z każdej strony; że jest człowiekiem rozsądnym i na poziomie; że za czasów pracy w charakterze radnego był bardzo ceniony przez mieszkańców dzielnicy; że jego nazwisko dobrze się w tamtych okolicach ludziom kojarzy (dzieki czemu zresztą P. z taką łatwością wskoczył na stołek po nim). Ogólnie stwierdziłyśmy, że skoro służy pomocą ludziom zupełnie obcym, to może w naszej sprawie też tak będzie. Miałyśmy nadzieję, że zechce spotkać się z nami i wysłuchac naszej wersji wydarzeń, bo ta, przekazana mu przez P. zapewne miała tyle wspólnego z rzeczywistością, co ja z baletem klasycznym. Finalnie chciałyśmy go prosić, żeby może wpłynął jakoś na brata w kwestii zrobienia sobie badań. Uznałyśmy, że jeśli ma w jego oczach taki autorytet, jaki myślałyśmy, że ma, to coś wskóra, lub choć wykaże się chęcia pomocy. Dlatego też jedna z nas do niego zadzwoniła. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że brat w ogóle nie zamierza niczego zrobić - wręcz przeciwnie - NAS obwinił o całą sytuację, stwierdzając, że skoro nie potrafiłyśmy się zachować jak osoby dorosłe, to teraz mamy sobie radzić same, jego cała ta sytuacja nic nie obchodzi. I nie mówił tego spokojnym tonem wręcz krzyczał, nie dopuszczając drugiej strony do głosu. Okazuje się więc, że to nie P. jest tu winny, to MY nie zachowałyśmy się jak osoby dorosłe. No tak, sypianie z ilomaś kobietami na raz, kłamanie, oszukiwanie ich wszystkich i narażanie na zakażenie chorobami wenerycznymi, to jest DOROSŁY sposób zachowania. A okazanie komuś zaufania, bycie szczerym, wiara w drugą osobę, darzenie szczerymi uczuciami, to po prostu objaw szczeniactwa!!! Teraz to wiem. Biedny P....ofiara naszych niedojrzałych zachowań...
czwartek, 08 maja 2008
O zdrowiu jeszcze kilka słów...
Pod poprzednią notką wywiązała się dość obszerna dyskusja. Poziomu nie będę komentować, bo wpisy same świadczą o dyskutantach:)
Jedna z czytelniczek bloga zwróciła mi w prywatnej rozmowie uwagę na zastanawiający fakt. Otóż P. zapłacił jakiemuś zabawnemu radcy, który wystosował do mnie pisemko, w którym wzywa mnie do zaprzestania czynienia różnych rzeczy, w tym również tych, na które nawet nie wpadłam (ale dziekuję za podpowiedź). Wszystkie te "zarzuty" dotyczyły informacji pojawiających się na blogu. Pan radca nie wezwał mnie tylko do zaprzestania informowania o chorobach, którymi P. mógł nas zarazić. A przecież kilkakrotnie pisałam na ten temat. I tylko ten temat P. przemilczał w tym śmiesznym wezwaniu. Dlaczego?? Odpowiedź na to pytanie dla mnie jest dość oczywista, choć przerażająca...Jeśli dodamy do tego fakt, że P. od miesiąca już rzekomo wykonuje różne badania, których wyników nikt nigdy nie widział (a przynajmniej żadna z zainteresowanych kobiet) i ciagle podaje różnym kobietom różne terminy ich otrzymania (o tym, że nie potrafi podać miejsc, w których je robi, już nie wspomnę), to wrażenie jest naprawdę niewesołe... Życzę sobie i innym kobietom, żeby się okazało, że to wszystko nieprawda, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że P. doskonale wie na co jest chory i intensywnie usiłuje się wyleczyć, żeby przedstawić potem wyniki, do których przyczepić się nie można. Zdaję sobie sprawę, że zarówno ja, jak i reszta, będzie musiała zrobić sobie badania, tylko nie wszystkie nas na nie stać. A P. nie poczuwa się do jakiejkolwiek odpowiedzialności. I nie mówię o sobie, bo ja go o pieniądze nie prosiłam. Ale jeśli zwracają się do niego inne kobiety, dzwonią, piszą, bo są w takiej, a nie innej sytuacji, a on je zwyczajnie olewa i ma gdzieś, to jak można określić takiego człowieka?? Gdyby jeszcze żadna wcześniej nie pytała o jego stan zdrowia!!! Ale pytałyśmy wszystkie!!! Gdyby nie ostatnie spotkanie w Wa-wie z Agatą, do tej pory wierzyłabym w historię o wspólnie zrobionych badaniach, zanim zamieszkali razem, a która okazała się po prostu kolejną wyssaną z palca. Co do sugestii, że można pożyczyć itd.: ja do tej pory spłacam długi, które pozostały mi po znajomości z P. (wynikające m.in. z faktu, że nagle zostałam bez pracy i bez mieszkania plus kilka innych). Na kolejne pożyczki mnie nie stać. Ale może do czerwca/lipca uda mi się to jakoś załatwić. Przeraża mnie cała ta sytuacja...
wtorek, 06 maja 2008
choroby przenoszone drogą płciową, czyli czym mógł Cię "obdarować" Patryk.
Najpierw pozytywy.
Byłam wczoraj w wa-wie. O całym wyjeździe bedzie w kolejnej notce. Najważniejsze, że udało mi się załatwić prawie wszystko: sąd, spotkanie z innymi "jedynymi kobietami w życiu P." (pozdrawiam i dziekuję:)), rozmowa z Panem-z-pewnego-poczytnego-dziennika. Jedno, czego nie załatwiłam, to odzyskanie swojej właśności od P., w której to sprawie zostawiłam mu kilka wiadomości na poczcie głosowej, a uważam, że na tyle przyzwoitości powinien mieć, żeby oddać coś, co do niego nie należy, tak, jak ja to zrobiłam, kiedy się rozstaliśmy. No ale po tym się poznaje ludzi z klasą, a tej P. nigdy w nadmiarze nie miał. Nie zdążyłam też odwiedzić jego rodzicielki, w celach mnie i innym kobietom wiadomych, ale na to przyjdzie pora, bo niedługo kolejna wizyta w stolicy:) Teraz będzie mniej zabawnie. Bujne życie erotyczne P. rodzi niestety realne zagrożenie dla kobiet w nim uczestniczących, a nieświadomych swojego "statusu" (kolejna pozycja w jego sex-podbojach). Zawsze myślałam, że osoba pełniąca funkcje publiczne, ponoć prawdomówna, szczera i wierna, ale przede wszystkim wykształcona, musi zarazem być odpowiedzialna. W końcu jest to cecha osób dorosłych. Niestety, niedojrzałość emocjonalna i społeczna niektórych przedstawicieli gatunku ludzkiego, może przerażać, szczególnie, jesli jej konsekwencje ponoszą osoby trzecie. Ale po kolei. HIV/AIDS P. doskonale sobie zdawał sprawę, jak dużą wagę przykładam do kwestii swojego zdrowia i życia. W trakcie naszych telefonicznych rozmów (jeszcze przed spotkaniem face to face) pytałam go kilkakrotnie o badania w kierunku nosicielstwa HIV. Zostałam uspokojona historią o tym, jak to decydując się na wspólne życie i mieszkanie z moją poprzedniczką (zwaną tu dotychczas Maleństwem, ale ponieważ wiem, że nie lubi tego określenia, wracam do jej imienia-Agata), oboje zrobili sobie testy, bo ona na nie nalegała. Oczywiście wszystko było z obojgiem w porządku. W trakcie jednej z rozmów tel. z Agatą, poruszyłam ten problem. Okazało się oczywiście, że nic takiego nie miało miejsca, a P. całą opowieść po prostu wyssał sobie z palca. Czyli świadomie i z premedytacją mnie oszukał!!! Innej kobiecie, która go o to pytała oświadczył, że jest...HONOROWYM KRWIODAWCĄ, w związku z czym oczywiście jest zdrowy jak ryba!!! P. nigdy nie był żadnym krwiodawcą, a juz na pewno nie honorowym, bo jest to chyba ostatnie słowo, którego należy używać w kontekście jego osoby. Ponad miesiąc temu, kiedy odkryłam istnienie Kasi z Olsztyna, zadzwoniłam do niego i zapytałam, czy się badał, bo jestem przerażona. Bezczelnie skłamał mówiąc, że tak i nie mam się czym martwić. Nie uspokoiło mnie to jednak. Po skontaktowaniu się z jego ostatnią kobietą poprosiłam, żeby zadała mu to samo pytanie. Dzwoniła kilkakrotnie. Najpierw twierdził, że oczywiście zrobił, ale kiedy zapytała o mozliwość zobaczenia wyników usłyszała: zrobię sobie jutr/za kilka dni/w tym tygodniu. Kiedy w końcu stwierdził, że jest umówiony na kolejny dzień, zapytała o miejsce badań. Nie potrafił udzielić odpowiedzi. W końcu podał nazwę jakiegoś szpitala. Sprawdziłyśmy go na liście punktów wykonujących takie testy. Nie było go na niej...Wtedy ja zaczęłam dzwonić. Zapewnił mnie, że jak będzie miał wyniki, to prześle mi skan albo faks. Prosiłam jeszcze parę razy. Przestał odbierać telefony. W końcu dwa tyg temu napisał na gg, że jest zdrowy. Na moją odpowiedź, że nie wierzę w jego słowa i chcę zobaczyć wyniki, tak jak mi obiecał, odpowiedzi już nie było... HCV czyli wirusowe zapalenie wątroby. Ja jestem szczepiona na wszystkie typy, na które można. Niestety, inne kobiety nie. Te badania podobno wykonał. Pokazał ich wyniki jednej z nich. HPV czyli wirus brodawczaka ludzkiego. Nie będę się rozpisywała na temat tego, czym może się skończyć u kobiety zakażenie czymś takim. Najgorszy jest fakt, że to wirus wysokoonkogenny (niektóre z jego typów). Wystarczy wpisać w google skrót i otrzymacie odpowiedzi na wszystkie pytania. Niestety, jesteśmy prawie pewne, że on go ma. Do tej pory nie pokazał nikomu żadnych wyników, choć kilkakrotnie był proszony o zrobienie takich badań (są płatne - jesli z oznaczeniem genotypu wirusa) i kilkakrotnie obiecywał, że takowe zrobi. Wczoraj przebił samego siebie twierdząc, że jest juz po badaniach i wyniki bedą w ciągu kilku dni (choć z jedną z kobiet miał się spotkać wczoraj, żeby pokazać jej już same wyniki, bo w tamtym tyg. twierdził, że się zbadał). Czy w ogóle był na jakichś badaniach?? Szczerze watpię - zarówno ja, jak i reszta kobiet. Wirus niesie realne zagrożenie dla życia zakażonych nim kobiet i to już nie są przelewki. Niefrasobliwość P. jest w tym względzie zdumiewająca. Jednej z kobiet dał 100zł, żeby zrobiła sobie cytologię. Tylko, że takie badanie nie zawsze wykrywa HPV, nie mówiąc już o tym, że o oznaczeniu konkretnego typu nie ma w tym przypadku mowy. Inne "wenery". P. twierdzi od prawie miesiąca, że jest w trakcie robienia sobie badań. Na co konkretnie - nie potrafi powiedzieć. On nawet nie potrafi podac miejsc, w których te badania wykonuje!!! Nawet w tej kwestii nie jest w stanie być szczery. Nie wiem jak opisać swoje odczucia dotyczące obecnej sytuacji?? Żal, zażenowanie jego postawą (no bo to dla mnie uwłaczające, że muszę go prosić o coś, co powinien zrobić sam z siebie, jeśli nie z poczucia winy, to choć z czystej przyzwoitości-ale to kolejne słowo, którego w kontekście jego osoby wypada bardzo nieprawdziwe), złość, irytacja, a przede wszystkim strach i przerażenie. Bo my się naprawdę boimy. P. ma w dupie fakt, że mógł nas zarazić każdą z możliwych chorób wenerycznych (bo niestety niezwykle prawdziwe jest twierdzenie, że jeśli z kimś sypiasz, to tak jakbyś sypiał ze wszystkimi jego wcześniejszymi partnerami i partnerami tych partnerów - o czym zresztą wielokrotnie mówiłam P.). Co więcej, obecnie ma nową kobietę, z którą prowadzi niekończące się rozmowy telefoniczne (pewnie też dostała darmowy starter, żeby miał darmowe rozmowy) i nie tylko, a ona nie ma zapewne pojęcia o sytuacji i może stać sie jego kolejną "ofiarą". Dlaczego to my, "jedyne kobiety jego życia", mamy z własnej kieszeni płacić za ewentualne skutki jego oszustw? Przecież my mu zaufałyśmy, każda z nas pytała o testy, a on wszystkie świadomie i z premedytacją okłamał!!! Nie stać mnie na badania, które muszę wykonać, żeby mieć pewność, że nie umrę przez tego dupka na raka szyjki macicy, albo nie wyskoczy mi jakieś inne weneryczne cholerstwo!!! Dlaczego ten nieodpowiedzialny człowiek nie poczuwa się do pokrycia kosztów badań moich i innych kobiet?? Z łaską i po kilkukrotnych naleganiach rzucił jednej z nas 100 zł, a dodać należy, że nie jest ona ubezpieczona w NFZ, a P. dobrze o tym od poczatku wiedział!!! Jedna z kobiet musiała się zapożyczyć, żeby takie badania wykonać, choć dzwoniła i pisała do niego kilkakrotnie w tej sprawie. Po prostu ja olał. Telefonów ode mnie w ogóle nie odbiera. A mnie na takie badania po prostu nie stać, na pożyczki tym bardziej. Dlaczego to my nie sypiamy po nocach i wyszukujemy na własną rękę informacje o zagrożeniach związanych w necie, podczas kiedy on za państwowe pieniądze nic nie robi i udaje świętego?? Jakim prawem ten człowiek uzurpuje sobie prawo do gry w ruletkę naszym życiem i zdrowiem??
środa, 30 kwietnia 2008
jest nas coraz więcej...
Skontaktowała się ze mną jedna z byłych P. W rozmowach z P. nazywaliśmy ją "maleństwem" - tak ją określał, kiedy opowiadał mi o niej przez tel, zanim jeszcze zaczęliśmy się spotykać. Rozmawiałyśmy chwilę przez telefon, umówiłyśmy się na spotkanie. Dziewczyna zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, zupełnie niepokrywające się z tym, jak przedstawiał mi ją P.
Z tej krótkiej rozmowy kilka faktów: - mój zwiazek z P. rozpoczął się oficjalnie pod koniec marca. Wtedy tez ponoć zakończył się ich. Tak mówił mi P. Maleństwo wyprowadziło mnie z błędu. Patryk był z nią do końca kwietnia, po raz kolejny więc miał dwie kobiety na stałe, każda "jego jedyna". - Maleństwo przeczytało bloga. Nie może uwierzyć - te same teksty, te same wymówki, te same tłumaczenia, te same sytuacje. Kalka w kalkę. - Widzieli się dwa tygodnie temu na kawie. P. opowiadał jej, jak to jakaś jego była nie chce mu dać spokoju. Na stwierdzenie, że coś jednak musiał zrobić, skoro ktoś pisze na jego temat, odparł, że wszystko dlatego, że JA pewnego dnia zadzwoniłam do niego i OśWIADCZYŁAM mu, że właśnie rzuciłam pracę, wymówiłam mieszkanie, załatwiłam sobie transport i przeprowadzam się do niego!!! On oczywiście odparł, że nie jest gotowy na taki krok, po czym mnie zostawił. Ponoć mszczę się za to właśnie teraz. Widac fantazja nie przestała ponosić:) "Usprawiedliwieniem" może być fakt, że w czasie, kiedy się spotkali, mój stary blog został akurat zablokowany, nowego jeszcze nie uruchomiłam, P. liczył więc zapewne na to, że Maleństwo nie dowie się nigdy prawdy, a on znów może z siebie robić ofiarę działań jakiejś "wariatki z Krakowa". Nie pomyslał, że Maleństwo zastanowi się, dlaczego ktoś "mści się" dopiero po 3 miesiącach od rozstania. Wynikiem było znalezienie kontaktu do mnie no i weryfikacja opowieści P.:) - Maleństwo zapytało tez P. czy czegos nauczył się w związku z zaistniałą sytuacją. No i tu gwóźdź wieczoru (a właściwie poranka): Tak, od tej pory bede sobie lepiej dobierał kobiety!!! Czytaj: będę wybierał głupsze, które się nie zorientują o co chodzi, lub: będę się lepiej zabezpieczał przed następnymi wpadkami:) - Na szybko zweryfikowałam tez jedną z opowiastek P., którą opowiedział mi, kiedy znalazłam w jego łóżku satynową, damską koszulkę, przyjeżdżając bez jego wiedzy, żeby po prostu zrobic mu niespodziankę. Wtedy usłyszałam, że to Maleństwa, które przychodzi do niego podczas jego nieobecności, gotuje mu obiady, a on oczywiście nie reaguje i wychodzi z mieszkania. Cała sytuacja była bardzo dokładnie na blogu opisana, archiwalną notkę chyba nawet wkleję, bo jest to przykład dużego sprytu ze strony P. Wtedy tez P. klęczał przede mna i płakał, błagając, bym nie odchodziła i przysięgając na życie własnej matki, że nigdy mnie nie zdradził. Jak się okazuje, koszulka nie należała do Maleństwa, klucze od mieszkania, których nie mogłam nigdzie znaleźć, też nie były w owym czasie w jej posiadaniu, choc P. twierdził, że mu ich nie oddała. Kim więc była posiadaczka czarnej, satynowej koszulki nocnej? Żadna z równoległych do mnie kobiet się do niej nie przyznaje:) - Acha, podobno "jest na mnie szykowany prawnik". Mam nadzieję, że lepszy, niz ten od "wezwania":) Choć wątpię, bo o tych prawnikach słyszę od 1.04.:) Maleństwo poprosiło o możliwość przedstawienia swojej wersji wydarzeń, kiedy tylko "na zimno" bedzie w stanie napisać kilka słów. Oczywiście jej to umożliwię. A jako, że ostatnio P. radził jednej z kobiet, "z dobrego serca", że nie powinna się udzielac na blogu, bo jak jego brat pozwie mnie do sądu (wciąż zachodzę w głowę za co), to ja "będę musiała ujawnić źródła swoich informacji" i on "bardzo by nie chciał, żeby ją ktoś po sądach ciągał", informuję wszystkich zainteresowanych, że to nie jest sprawa wagi państwowej, ja nie jestem oskarżona o ujawnienie tajemnicy wagi państwowej, a nie ma takiej siły, żeby jakiś sąd "nakazał mi ujawnienie źródeł informacji":) Szczegóły naszej rozmowy i reszta info w następnej notce, bo w pracy jestem i czasu nie mam:)
niedziela, 27 kwietnia 2008
o wezwaniach dziwnej treści słów kilka
Po przeczytaniu pisma od szanownego pana radcy prawnego, naszła mnie niesłychana chęć ustosunkowania się do jego twórczości. Na początek sprawdziłam imię i nazwisko tej osoby oraz nazwę jego kancelarii w internecie i cóż się okazało? Nie posiada ona własnej strony internetowej, co w dzisiejszych czasach wydaje mi się dość dziwne, ale w końcu nie ma też takiego obowiązku. Po drugie, pismo przyszło na adres mailowy origa@o2.pl z prywatnego adresu "mocodawcy", a nie z kancelarii bezpośrednio - no fakt, trochę nieprofesjonalnie (pomijając "profesjonalizm" treści) wyglądałoby oficjalne "wezwanie", wysłane z adresu mailowego w domenie wp.pl, czyli jak od każdego zwykłego internauty, a taki własnie widnieje w danych kancelarii:) Po kolejne, siedziba kancelarii mieści się w prywatnym mieszkaniu na Mokotowie, jakies 5 min. spacerkiem od mieszkania P. No i po kolejne - wiem już skąd wybór tej, a nie innej osoby. Otóż Pan Radca, jak wynika z protokołów posiedzeń rady jednej z warszawskich dzielnic, często bywa na sesjach tejże. Jednym słowem znajomości to jest siła:) Szkoda tylko, że dając się wciągnąć w żałosne gierki P., radca skompromitował się, popełniając takie pismo. A teraz zawartość merytoryczna: "Działając na podstawie udzielonego pełnomocnictwa prawnego Pana (imię i nazwisko P.), zamieszkałego w Warszawie, które przedkładam w załączeniu do niniejszego pisma, w związku z naruszeniami w kreowanej przez Panią korespondencji dotyczącej mojego Mocodawcy, szeregu przepisów prawa, jak i wobec licznych bezprawnych naruszeń dóbr osobistych mojego Klienta, przez następujące działania:" Po pierwsze: gdzie tu adres osoby, o którą chodzi? W samej Wa-wie osób o tym imieniu i nazwisku jest kilka (sprawdziłam - to wbrew pozorom wcale nie jest takie trudne:)). O którą chodzi? Po drugie, które to szeregi przepisów prawa zostały naruszone? Ja poproszę o konkretne paragrafy, bo tak się składa, że jest to jeden z wymogów formalnych tego typu pisma. Skoro pisze Pan, że naruszam jakieś przepisy, to proszę o wyszczególnienie, któreż to. W przeciwnym wypadku mogę uznać, że to pomówienie, bezprawne oskarżenie czy po prostu średnio śmieszny dowcip. 1. Ujawnienie danych osobowych ( w umieszczenie w treści bloga , korespondencji kierowanej do osób trzecich imienia , nazwiska i innych danych, wskazujących bezpośrednio na osobę Pana (imię i nazwisko P.). Wykażę się odrobiną dobrej woli i postaram się dociec, o co chodzi w tym zdaniu. Po pierwsze w treści którego/jakiego bloga? Jak można w oficjalnym wezwaniu umieścić coś takiego? Przecież ja nie mam obowiązku domyslać się, o którego bloga może chodzić, a kilka ich jest. Tak, tak; ten nie jest jedyny:) Jak już się dowiem,, o który chodzi, to bardzo proszę o wskazanie tych danych osobowych. Od kiedy to "Patryk", "P.", a nawet "Patryk G." to dane osobowe?? Co do mojej prywatnej korespondencji, to jest to moja prywatna sprawa, a poza tym istnieje coś takiego jak "tajemnica korespondencji" i z tego co wiem, to może ją naruszyć sąd, a nie osoba prywatna. Jeśli więc drogi P. w jakiś sposób dobrałeś się do moich prywatnych listów (włamałeś na skrzynkę czy tym podobne), to bardzo nieładnie z Twojej strony. A czy wysyłanie pism adresowanych do Pani Bernadetty (nazwisko), a kierowanych na adres mailowy origa@o2.pl, nie jest w tym świetle takim samym wykroczeniem? A skąd wiesz, kto administruje tą skrzynkę elektroniczną i kto ma do niej dostęp?
2. Wysyłanie korespondencji stawiającej w złym świetle (imię i nazwisko) P. wobec pracodawców i współpracowników ( umieszczenie w treści korespondencji twierdzeń o tym, że (imię i nazwisko) P. „niemoralnie” prowadzi się w życiu prywatnym i będzie to narażało na straty firmę). Nie umieściłam tu całego maila od jednej z niedoszłych kontrahentek P. Uważam jednak, że plan jaki miał w stosunku do niej, czyli: zaczepić na gronie, udając, że to tak przypadkiem (z maila tej kobiety:
On do mnie napisał pierwszy i to wydało mi się dziwne, bo skąd on mnie wynalazł na tym gronie?(...)Fakt jednak, że moją czujność wzbudziło to, że on mnie jakoś dziwnie na tym gronie wygrzebał.); zaprosić do włoskiej knajpy (którą wybrał mu dział marketingu, a zapłaciła za lunch firma, skuszona wizją dużego kontraktu), zrobić rewelacyjne wrażenie (to mu nie wyszło, kolejny fragment: on jest takim tandeciarzem... ten jego sygnet, jakieś chujowe srebrne
spinki do koszuli, kreuje się na menadżera ale po pierwszej analizie
widać, że jest jedną wielką imitacją), po czym uwieść (tak, taki miał plan!!! opowiadał o tym swojej ówczesnej dziewczynie, rzecz jasna po drugim oficjalnym spotkaniu kontakt sie im urwał, P. nie miał więc szans próbować) i zarobić kasę na kobiecie, która kupi jego produkt, zachwycona zapewne jego umiejętnościami, i to nie tylko sprzedażowymi:) No jeśli takie zachowanie licuje z wizerunkiem i misją jego firmy, to ja przepraszam. Poza tym, o całej sprawie dowiedziało się kilka osób z kręgu znajomych niedoszłej kontrahentki, co też na jej notowania zapewne dobrze nie wpłynie. Że juz nie wspomnę o bajeczkach, które opowiadał w firmie na temat "urabiania" jednego z moich znajomych (faktycznie, ważna persona w dużej korporacji, kolejny potencjalny, nieźle rokujacy klient), z którym rzekomo jeździł się spotykać do Krakowa (tak tłumaczył w firmie swoje częste wyjazdy do Krakowa), a tak naprawdę, to nigdy go z nim nie poznałam (równocześnie w gronie znajomych mówił, że ciągle nad nim pracuje, dlatego nadal się ze mną spotyka - niech mi ktoś powie: co można sądzić o handlowcu, który, będąc moim facetem, przez 6 miesięcy usiłuje poznać mojego współlokatora, a któremu to nie wychodzi? Ja bym powiedziała: zerowa skuteczność i marne techniki docierania do klienta, ale niech to ocenia firma). W związku z tym uważam, że fakt, iż P. niemoralnie prowadzi się w życiu prywatnym (cudzysłowia przy słowie "niemorlanie" w treści pisma nie rozumiem, w świetle wszystkich znanych mnie i czytelnikom bloga faktów), dość znacznie może szkodzić interesom jego pracodawcy, szczególnie, jeśli będzie miał przy tym w dalszym ciagu taką skuteczność:) 3. Wysyłanie korespondencji do rodziny (imię i nazwisko) P. z wydrukowaną kopią szkalujących informacji zamieszczonych w Internecie Hehe, na taki pomysł nie wpadłam, ale dziękuję za podpowiedź. Zdziwiona jednak tym punktem przeprowadziłam małe prywatne śledztwo i wiem, że ponoć ktoś z jego rodziny dostał jakieś fragmenty mojego bloga. Po pierwsze, gdybym miała wysyłać, to całość, żeby obraz sytuacji był pełny. Po drugie nie słyszałam o tym, żeby w Polsce wysyłanie jakiejkolwiek prywatnej korespondencji było karalne:) Już pomijając fakt, że aby treści kogoś szkalowały, musiałyby być nieprawdziwe. Niemniej jednak, mimo, że nie wiem kim jest osoba, która to zrobiła, z tego miejsca pragnę jej podziękować:)
4. Wysyłanie listów do Polskiej Korporacji Akademickiej Republika (organizacji, do której należy imię i nazwisko P. i wskazywanie na haniebne postępowanie imię i nazwisko P. oraz formułowanie wniosków o wyciągnięcie odpowiednich konsekwencje. Nie znam Korporacji Republika. Słyszałam tylko o Korporacji Respublica.
W związku z tym w ogóle nie rozumiem treści tego punktu. Do żadnej Republiki nie pisałam. 3. Rozpowszechnianie, stawiającej w złym świetle (imię i nazwisko P.), nieprawdziwych informacji, niezgodnych z rzeczywistością, które są tylko nieuzasadnionymi i kłamliwymi domniemaniami oraz przypuszczeniami poprzez zarzuty molestowania seksualnego, pijaństwa i nieodpowiedzialności. A w którym miejscu znajdują się te kłamliwe domniemania oraz przypuszczenia? Za czasów moich pobytów w Wa-wie w mieszkaniu P., niejednokrotnie byłam świadkiem jego pijaństwa i nieodpowiedzialności. Nie ja jedna zresztą. A o jakie molestowanie chodzi? Bo sobie nie przypominam takiego czegoś? Gdzie jest napisane, że P. kogos molestował? W ogóle kwestia molestowania jest kwestia interpretacji własnych odczuć. P. wielokrotnie namawiał mnie do seksu,nawet wtedy, kiedy nie miałam na to ochoty. Pisałam o tym na wcześniejszym blogu. Jeśli napiszę, że miałam poczucie, że byłam molestowana, to popełniam jakies przestępstwo? 4. Podawanie niesprawdzonych, a wręcz fałszywych informacji na temat brata (imię i nazwisko P.) , iż nakłaniał kobietę do usunięcia ciąży i ja porzucił. Mamy punkt czwarty na bis:) Proszę mi pokazać zdanie, w którym podaję dane osobowe brata P. i piszę, że nakłaniał jakąś kobietę do usunięcia ciąży. Proszę również, żeby każdy wypowiadał się za siebie. Jeśli jakakolwiek osoba ma jakiś problem z moim blogiem, zawsze może do mnie napisać, przyjechać czy pozwać mnie do sądu. Czekam:) No i fragment, który najbardziej mnie rozbawił: Jednocześnie wzywam Panią do natychmiastowego przeproszenia mojego Mocodawcy w formie pisemnej za wszystkie w/w dokonane bezprawne działania, nie znajdując uzasadnienia w jakichkolwiek (koniec strony pierwszej) wcześniejszych faktach i zdarzeniach z Pani życia osobistego. Liczę, iż dokona Pani poważnego rozważenia dotychczasowego sposobu postępowania wobec mojego Klienta i wyciągnie Pani racjonalne oraz trzeźwe wnioski o zaniechaniu dalszych bezsensownych , nagannych i bezprawnych zachowań. Jeżeli powyższe wezwania okażą się bezskuteczne informuję Panią, iż po uzyskaniu informacji o powtarzających się naruszeniach prawa bądź dóbr osobistych mojego Mocodawcy, zostaną wobec Pani podjęte w sposób natychmiastowy działania prawne, bez kierowania dalszych wezwań. Jaki tupet trzeba mieć, żeby ODE MNIE żądać przeprosin? Jak płytkim człowiekiem trzeba być, żeby nie dostrzegac swojej winy? Średnio inteligentny facet już dawno napisałby do mnie maila, przeprosił, poprosił o opublikowanie przeprosin dla innych kobiet na łamach bloga i już. Ja naprawdę dałabym mu wtedy spokój. Ale do tej pory nie usłyszałam słowa "przepraszam", żadnego śladu skruchy, zrozumienia, kompletnie nic!!!Nie, nie przeproszę Cię publicznie, ani w żaden inny sposób, chyba, że sąd zarządzi inaczej. Jesli komuś tu należą się przeprosiny to mnie i reszcie kobiet, które oszukałeś i okłamałeś. Wyciagnęłam racjonalne i trzeźwe wnioski z 11 miesięcy znajomości z Tobą. Co widać na załączonym obrazku.Czekam na podjęte w sposób natychmiastowy działania prawne. Chętnie spotkam się z Tobą w sądzie:ja i inne kobiety. Nie zapomnij tylko, że to pełnomocnictwo upoważnia Twojego radcę tylko do "skierowania wezwania o zaniechanie", a nie występowania w Twoim imieniu w sądzie. Także wystaw mu nowe:)Kancelarii pisemnie odpowiadac nie bedę. Mój prawnik stwierdził, że szkoda kasy na znaczek na list:) wezwanie z kancelarii radcy prawnego - to brzmi dumnie:)
Ponieżej dokładnie przepisana treść wezwania z jakiejś Kancelarii Prawnej. Korespondencja ta przyszła na adres mailowy origa@o2.pl. Miejsca, w których były dane osobowe, zaznaczone są pochyłym pismem. Żeby była jasność - teraz czepiam się szczegółów technicznych, merytoryczne bedą w nastepnej notce, bo za pół godz. będzie u mnie zaprzyjaźniony prawnik, żeby pomóc mi w udzieleniu odpowiedzi, która nie będzie wyglądała tak żałośnie jak to pismo. Przede wszystkim na pewno nie napiszę w nagłówku: "Pan Patryk (nazwisko), a pod spodem nawias i w nawiasie słowa "adres poczty internetowej":) Kontynuując... po pierwsze do tej pory miałam wrażenie, że kto jak kto, ale osoba wykształcona, potrafi zliczyć do sześciu. Okazuje się, że niestety tylko do czterech, dlatego zapewne dwa razy mamy punkt 3 i 4. A może to jakiś nowy zabieg stylistyczny, o którym wcześniej nie wiedziałam?? No nie wiem, jak dla mnie wygląda dziwnie fakt, że Radca Prawny w piśmie wysyłanym do kogokolwiek, nie potrafi ponumerować kolejnych punktów, w których opisuje przedstawione zarzuty. Na temat logicznej konstrukcji i poprawności gramatycznej zdań, to już w ogóle lepiej nic nie mówić. Wiem, że P. nie ma o tym pojęcia, bo widziałam jego pracę mgr i pytałam, jak to możliwe, że mu coś takiego promotor puścił. Ale w końcu to pismo pisał "jego człowiek", Radca Prawny!!! Jak nie wiecie o co chodzi, odsyłam do punktu 1. Takie drobiazgi, jak ten, że przecinek stawia się bezpośrednio po słowie, a dopiero po nim "spację", też wydawały mi się wiedzą ogólnodostepną, co więcej - przez ogół stosowaną. Wystarczy zresztą wrzucić tekst w Worda i zobaczyć, jak to wygląda, a potem przenieść do PDF - to taka rada na przyszłość dla Pana Radcy - word podkreśla tego typu błędy. Dzięki temu, może w przyszłości Pana pisma będą wyglądały bardziej profesjonalnie. Używanie kombinacji klawiszy "shift enter" też by się przydało. Nawet jesli, jak wniskuje po wygladzie tej korespondencji, nie wie Pan, do czego ona służy, to radzę spróbować:) Nie zaszkodzi, a bedzie zgodne ze standardami pisania oficjalnych pism. No i justowanie tekstu nie jest również czymś przerażającym (ja w wersji dla was go wyjustowałam, bo jak zobaczyłam, jak to wygląda na wydruku od p. radcy, to mi ręce opadły). Jako, że tekst przepisywałam słowo w słowo, z dokładnym zachowaniem odstępów, form gramatycznych itp. to zwracam jeszcze uwagę na treść pełnomocnictwa, a konretnie sposób, w jaki Pan Radca zapisał miejscowość i datę. Szczerze?? W życiu bardziej nieprofesjonalnego tekstu "prawniczego" nie widziałam. O brakach merytorycznych, osobie Pana Radcy i jego Kancelarii, oraz wrażeniu, jakie tekst i forma wezwania zrobiła na czytających go znanych mi prawnikach (a miedzy innymi pokazałam wczoraj wydruk mojemu bezpośredniemu dyrektorowi, który jest prawnikiem naszej firmy), w następnej notce. Kancelaria Radcy
Prawnego (tu imię i nazwisko tego pana) Warszawa, dn. 25.04.2008r. Pani Bernadetta (tu moje nazwisko) (adres poczty internetowej) (nr dziennika podawczego) WEZWANIE Działając na podstawie udzielonego pełnomocnictwa prawnego Pana (imię i nazwisko P.), zamieszkałego w Warszawie, które przedkładam w załączeniu do niniejszego pisma, w związku z naruszeniami w kreowanej przez Panią korespondencji dotyczącej mojego Mocodawcy, szeregu przepisów prawa, jak i wobec licznych bezprawnych naruszeń dóbr osobistych mojego Klienta, przez następujące działania: 1. Ujawnienie danych osobowych (
w umieszczenie w treści bloga , korespondencji kierowanej do osób trzecich imienia
, nazwiska i innych danych, wskazujących bezpośrednio na osobę Pana (imię i nazwisko P.). 2. Wysyłanie korespondencji stawiającym w złym świetle imię i nazwisko P. wobec pracodawców i współpracowników ( umieszczenie w treści korespondencji twierdzeń o tym, że imię i nazwisko P. „niemoralnie” prowadzi się w życiu prywatnym i będzie to narażało na straty firmę). 3. Wysyłanie korespondencji do rodziny imię i nazwisko P. z wydrukowaną kopia szkalujących informacji zamieszczonych w Internecie. 4. Wysyłanie listów do Polskiej Korporacji Akademickiej Republika (organizacji, do której należy imię i nazwisko P. i wskazywanie na haniebne postępowanie imię i nazwisko P. oraz formułowanie wniosków o wyciągnięcie odpowiednich konsekwencje. 3. Rozpowszechnianie, stawiającej w złym świetle (imię i nazwisko P.), nieprawdziwych informacji, niezgodnych z rzeczywistością, które są tylko nieuzasadnionymi i kłamliwymi domniemaniami oraz przypuszczeniami poprzez zarzuty molestowania seksualnego, pijaństwa i nieodpowiedzialności. 4. Podawanie niesprawdzonych a wręcz fałszywych informacji informacji na temat brata imię i nazwisko P. , iż nakłaniał kobietę do usunięcia ciąży i ja porzucił. - wzywam Panią do natychmiastowego zaprzestania wszelkich działań , które w dalszym ciągu będą te dobra naruszały. Jednocześnie wzywam Panią do natychmiastowego
przeproszenia mojego Mocodawcy w formie pisemnej za wszystkie w/w dokonane
bezprawne działania, nie znajdując uzasadnienia w jakichkolwiek (koniec strony pierwszej) wcześniejszych faktach i zdarzeniach z Pani życia osobistego. Liczę, iż dokona Pani poważnego rozważenia dotychczasowego sposobu postępowania wobec mojego Klienta i wyciągnie Pani racjonalne oraz trzeźwe wnioski o zaniechaniu dalszych bezsensownych , nagannych i bezprawnych zachowań. Jeżeli powyższe wezwania okażą się bezskuteczne informuję Panią, iż po uzyskaniu informacji o powtarzających się naruszeniach prawa bądź dóbr osobistych mojego Mocodawcy, zostaną wobec Pani podjęte w sposób natychmiastowy działania prawne, bez kierowania dalszych wezwań. podpis i pieczątka radcy prawnego strona 3: Warszawadn. 25.04.2008r. PEŁNOMOCNICTWO Udzielam pełnomocnictwa radcy
prawnemu imię i nazwisko radcy prawnego, wpisanemu na listę radców prawnych w Okręgowej Izbie Radców pod nr (numer) prowadzącemu Kancelarię Radcy
Prawnego w Warszawie przy ul adres do
skierowania do Pani moje imię i nazwisko
oraz innych osób o zaniechanie dokonywanych naruszeń prawa i dóbr osobistych w
prowadzonej korespondencji oraz publikacjach. podpis P.
piątek, 25 kwietnia 2008
wiadomość z ostatniej chwili
hehe, dostałam wezwanie z kancelarii adwokackiej, której P. udzielił swojego pełnomocnictwa:) To znaczy przysłał mi to P. w PDFie. Dawno się tak nie usmiałam, mój prawnik też. Wy pośmiejecie się już jutro wieczorem zapewne, albo w nd zaraz jak wstanę, bo rzecz jasna skopiuję tu wszystko, żeby nie było, że mam bujną wyobraźnię. Drogi P. Niestety takim śmiesznym pismem mnie nie przestraszysz. Jak jesteś taki cwany, pozwij mnie do sądu - zobaczymy, kto w świetle prawa jest winny. Czego się boisz?? Prasy?? Rozgłosu?? Skoro (wg Ciebie i "Twoich ludzi") złamałam tyle paragrafów, co Cię powstrzymuje?? Bo nie wierzę, że sentyment do mojej osoby. Wszak nie kto inny, jak Twój przyjaciel wygłosił ostatnio opinię, że jesteś w takim stanie, że byłbyś podobno (choć ja w to oczywiście nie wierzę:)) zdolny zadźgać mnie bez skrupułów w ciemnej bramie czy uliczce:)... krótka polemika...
Nawiązując poniekąd do wypowiedzi z komentarzy, których oceniać nie zamierzam - mimo wszystko to wolny kraj - pragnę wyrazić swe zaniepokojenie faktem, że oskarża się mnie o coś, z czym nic wspólnego nie mam. Zbulwersowany komentatorze sowsko76: ja teoretycznie nie mam pojęcia, kim Ty jesteś!!! Jak więc moge przestać o Tobie pisać?? Nie przedstawiłeś mi się, nie znam Twojego imienia, wiem tylko, że na Twoim ślubie był Patryk, kiedy przyjechałam do Wa-wy ostatni raz.
Jakoś Agata potrafiła się do mnie odewać, napisać, co o tym wszystkim mysli, a ja to opublikowałam i tyle. Miała na tyle odwagi cywilnej, wyjaśniłyśmy sobie wszystko, wiemy, jak pokierował P. naszymi wzajemnymi relacjami, żebyśmy miały o sobie takie, a nie inne zdanie. Sprytnie to sobie rozegrał, no ale finalnie...nie wyszło. Co do rodziny, to poniekąd jestem psychologiem więc wiesz...usiłuję sobie tłumaczyć, że on jest po prostu biednym, chorym człowiekiem, że to wszystko skądś się wzięło, że to kwestia podejścia systemowego...wiesz-zamieszczam tu swoje przemyslenia, żeby sobie wszystko usystematyzować jakoś:)....żeby nie czuć do niego nienawiści, tylko współczuć. Na razie jestem na etapie pogardy. Jak ktoś poczuł się urażony - przykro mi, też się poczułam, jak się dowiedziałam, jakie opowieści o mnie krążyły. Taka karma (jak miał w zwyczaju powtarzać P.), nikogo przepraszać nie będę, bo jakoś kiedy byłam z P. i pisałam o jego znajomych, których poznawałam i o tym, co mówi o nich P. , nikt się nie obrażał. Teraz nagle wielka afera. Niech się P. przed wami tłumaczy. Ja tu sobie wspominam związek z P. i układam puzzle z fragmentów mojego życia z czasów, kiedy wydawało mi się, że w końcu trafiłam na fajnego, uczciwego faceta, który choćby z racji głoszonych poglądów nie powinien kłamać, a juz na pewno sypiać na raz z ilomaś tam kobietami, a usiłować z jeszcze większą ich ilością. No i tak przy okazji: brak poszanowania woli ludzi, dotknietych pośrednio ta sprawą (to z wypowiedzi sowsko76) --->a co z wolą osób dotkniętych bezpośrednio?? Co z kobietami, które piszą do mnie maile??, z którymi rozmawiam?? Jak myślisz, na czym mi bardziej zależy?? Co jest dla mnie ważniejsze?? No tak się składa, że każda z nas poznając P. poznała też, bądź usłyszała od niego o jego znajomych. W końcu P. też się na codzień jakimiś ludźmi otacza. No i tak się składa, że wymieniłyśmy wiadomości. A ja nasze "odkrycia" w sprawie "zbiezności i rozbieżności w zeznaniach" P. w stosunku do każdej z po prostu opisałam. Tyle w temacie, więcej do tego wracać nie zamierzam. Ze swojej naiwności, czy jak to tam zwać, tłumaczyć się nie bedę. Nie zamierzam też nikogo przed takimi znajomościami ostrzegać. Może zmylił mnie fakt, że kilka miesięcy przed Patrykiem zakończył się mój prawie roczny związek z kimś, kogo też przez net poznałam, notabene w jednym z serwisów społecznościowych?? I związek ten bardzo ciepło wspominam, do tej pory mamy ze sobą kontakt i żadnych problemów, nieporozumień. Nie ukrywam, że o ludziach pokroju P. to słyszałam chyba tylko w "rozmowach w toku" albo innym podobnym. Fakt, w czasach komuny był ktoś, o kim nakręcili film - pan Tulipan bodajże - ale to było dawno i nieprawda - tak przynajmniej myślałam:) Ja naprawdę nie przypuszczałam, że takie kreatury istnieją i żerują na uczuciach i zaufaniu innych ludzi. No i znów napisałam nie na ten temat, o którym chciałam. Cóż...z uwagi na pracę kończę, ale pewnie wieczorem lub jutro napisze w końcu to, co chciałam.
środa, 23 kwietnia 2008
Agata part 2:) czyli o braterskiej miłości jeszcze trochę.
Wiem, że P. strasznie się boi, żeby przypadkiem coś złego nie zostało upublicznione na temat jego brata. Tak sie jednak składa, że Agata (dziekuję i pozdrawiam) postanowiła napisać jeszcze kilka słów. Jako, że obiecałam jej, że opublikuje wszystko, co mi prześle, choćby w ramach przeprosin za to, że nasze stosunki nie układały sie najlepiej (to dzięki sprytnemu zagraniu P.), poniżej kolejna część jej relacji, nawiązujaca bezpośrednio do brata: Poruszony został temat A.-P. Faktycznie P ma na tym punkcie lekkie odchylenie. Jako dziecko nigdy nie miał z nim większego kontaktu: kilkanaście lat różnicy robi swoje. Poza tym A. bardzo wcześnie zamieszkał sam w bloku obok, żeby mógł się w ciszy i spokoju uczyć. On już od dziecka wiedział, ze chce być politykiem. Parę lat temu P. zamieszkał u brata, my zaczęliśmy być razem ok. 2 miesięcy później. Wydaje mi się, ze dopiero wtedy tak naprawdę zaczęli się poznawać. Na mnie A. na początku wywarł bardzo pozytywne wrażenie: jeszcze wtedy pełnił funkcję, którą później przejął po nim P. Było widać, ze mu (A.) zależy na tym co robi i w całości się temu oddaje. Dopiero z czasem, jak zaczęłam go lepiej poznawać, pewne rzeczy były dla mnie dziwne i niezrozumiałe. Skoro nie jem w piątek mięsa to go nie jem zawsze. To, że nowa dziewczyna zrobiła obiad, nie jest żadną wymówką. Nie uprawiam seksu przed ślubem bo jest to niezgodne z moimi poglądami ok…nie robię tego wcale, a nie tylko jak pamiętam. Dziwne ale z drugiej strony właśnie w takich momentach lubiłam go najbardziej, wtedy wychodził z niego „ten lepszy człowiek". P nigdy polityka nie interesowała, dopiero jak zaczął pomagać bratu w kampanii przed wyborami cos go tknęło, ze chce to robić. Dlaczego? Bo był to idealny moment. A. wypromował nazwisko na Mokotowie, teraz zwolnił stanowisko i miał zostać politykiem najwyższego szczebla. P nie musiał się długo zastanawiać: sytuacja idealna! Ostro zainteresował się kampanią. A. zabierał go ze sobą wszędzie, co oczywiście dawało P nowe kontakty i nowe glosy. I tak Patryczek szeroką droga zbudowaną przez A. wkroczył w świat polityki. Niestety A. był dobrym radnym, dbal o swoich wyborców, odwdzięczając się za glosy, które na niego oddali. Młodszy brat…hm no cóż, sami wiemy, ze z odpowiedzialnością i pracowitością ma niewiele wspólnego, nie wspominając o poświeceniu się dla innych bo to już jest dla P totalna abstrakcja. W świecie polityki P znalazł swoje miejsce. Ciągle można bezkarnie kłamać, a wręcz jest to wskazane, bo bez tego ani rusz! Dużo ludzi dookoła przed którymi można grac i udawać kogoś innego. A do tego najważniejsze: można się „pokazywać", imponować innym pełnioną funkcją, i mieć „wpływy", co jak wiemy dla P jest bardzo ważne. Tak naprawdę to bardzo zakompleksiona osoba. Matka-terrorystka rodzinna, ojciec-nieudacznik, jak sam P. o nim często mówił (choć ja jako jedynego z całej tej toksycznej rodziny go polubiłam). Jako dziecko nie akceptowany i nielubiany przez środowisko. Jego największym atutem był zakład fryzjerski mamy, który od dawna nie przynosił dochodów. A Patryczek zawsze lubił szpanowac, zabłysnąć wśród znajomych nowym gadżetem, elegancko się ubrać i pojeździć dobrym samochodem. Tak: świat, w który postanowił wstąpić mógł mu zagwarantować to wszystko. Dochody jak sam to określił „za nic", stanowisko i prestiż. No cóż, czego taki próżny człowiek może jeszcze od życia oczekiwać? Niczego - ma już Wszystko! Teraz pora na panienki które ma na co podrywać! I tu zaczyna się już wasza historia…bo mnie gdzieś po drodze zgubił…może jak biegł po nowe spinki do mankietów? --Serdeczna pozdrowionka Nie sądzę, żeby mój kometarz był tu potrzebny.
wyjaśniam
W kwestii krótkiej odpowiedzi na komentarz sowsko76.
Po pierwsze, ja nie pisałam o jego znajomych, którym się "oberwało" - przedstawiłam tylko opinie, które na ich temat wygłaszał P. Do niego prosze kierować wszelkie pretensje. Nikt nie kazał mu opowiadać o nich takich rzeczy. Jedna z jego "byłych" się załamała. Teraz, kiedy porozmawiałyśmy szczerze, wcale jej się nie dziwię. Udostępniłam jej zresztą swojego bloga, żeby mogła napisać, co o tym wszystkim sądzi. A myślisz, że co ja poczułam, jak się dowiedziałam, że osoba, która przez 10 miesięcy wmawiała mi, że jestem jedyną kobietą jego życia, z którą wiąże swoją przyszłość itd, itp,nigdy wśród swoich znajomych nie nazywała mnie swoją kobietą, tylko "kolejną z netu, która się dobrze pieprzy"?? Jak to jest, że tyle kobiet mu uległo, uwierzyło? Powiem szczerze, kilka dobrych godzin przegadałam z tymi innymi, i nie wiemy. Naprawdę - nie wiemy. Mimo, że nie jesteśmy przecież wszystkie naraz kretynkami (czy aby na pewno?), mamy skończone lub właśnie kończące się studia, uwierzyłyśmy. Dobrze podsumowała to jedna z nich mówiąc, że P. wydawał się takim "porządnym chłopakiem": wierzący, uczciwy, szczery, społecznik (w końcu radny), sympatyczny itd. Przy bliższym poznaniu niestety wszystko wychodziło na wierzch. Gdybyś miał możliwość przeczytania archiwum bloga wiedziałbyś, że pierwszy raz chciałam odejść od niego juz w czerwcu. Nie pozwolił mi - okłamał (teraz to wiem), ale bardzo przekonująco. Potem kolejny raz w październiku. Ta sama sytuacja. Nie ja jedna zresztą. Jego ostatnia kobieta tez to przerabiała: łzy, błagania, przysięgi NA ŻYCIE SWOJEJ MATKI, płacz, rozpacz z jego strony itd. Nie wiem, może to naiwność, ale nie przyszło mi nigdy do głowy, że ktoś może być aż tak obłudny. Nie otaczam sie takimi ludźmi na codzień. P. zawsze miał na wszystko jakieś przekonujące wyjaśnienie. Jeśli chodzi o inne kobiety, to z tego, co mi wiadomo, P. zawsze starał się, żeby myslały, że są jedynymi w jego życiu. Nawet, jeśli były to miłostki na jedna noc. Potem z lubością o nich opowiadał, chwalił się swoimi seksualnymi dokonaniami swoim znajomym. Może stąd ich obecna wściekłość? Może dowiedziały się, co i komu P. o nich mówił i co o nich tak naprawdę myślał? Osoby, które nie chcą, żeby cudowni bracia reprezentowali nas wiedzą już wszystko, co powinni. PO prostu jeszcze nie czas i pora na ich działanie:) (zresztą jesli faktycznie dyskutowałeś z P. wielokrotnie na temat polityki i wybierasz PO, to myślę, że to o Tobie właśnie opowiadał mi między innymi P.) Kwestie paragrafów pozostaw mnie. Nie, nie chodzi o paragraf, który przytoczyła osoba komentująca. Chodzi o paragraf dotyczacy oszustwa w celu osiągnięcia korzyści majątkowych bądx osobistych - między innymi oczywiście. Kolejny ważny obejmuje spowodowanie zagrożenia życia lub zdrowia (lub spowodowania uszczerbku), ale to osobna historia i nie zamierzam o niej milczeć. Niestety, dotyczy nie tylko mnie. Zresztą lojalnie P. na gg uprzedziłam, z zakresu których paragrafów powinien przygotowywać swoją linie obrony:) Teraz juz wiemy (ja i reszta kobiet), że ten człowiek zniszczył nam w pewnym sensie życie i uwierz, nie ujdzie mu to na sucho. Za duży kaliber. Tyle chyba w kwestii krótkiego wyjaśnienia. Następna notka na temat, który obiecałam wczesniej:) Aaaa....zapomniałabym. Mi po wpisaniu adresu bloga w pasek pokazuje się "strona, której szukasz, nie istnieje". Mogę wejść na niego dopiwero po odwiedzeniu głównej strony bloxa. Sprawka wszechmogącego pana A.??
poniedziałek, 21 kwietnia 2008
braterska miłość
P. ma lekkie halo na punkcie swojego brata. Opowiadał o nim tyle różnych historii, o jego wierze, pobożności, pechu w życiu itd. Oczy otworzyła mi Agata, rozwijając w prywatnej rozmowie wątek Nieksazitelnego Pana A. (zasygnalizowany w jej liście). Jako, że P. zaczęły przeszkadzać treści publikowane na blogu, zwrócił się o pomoc oczywiście do brata, nawet cytując mu przez tel. co niektóre kawałki (o rozsiewaniu nasienia po całej Polsce). Najpierw więc zniknęły wszystkie profile P. w serwisach społecznościowych, gdzie znajdował kandydatki na jedyne i tylko przelotne kobiety swojego życia. W następnej kolejności w tajemniczych okolicznościach przestała funkcjonować jego oficjalna strona internetowa z ulotka wyborczą. No tam to faktycznie można było czarno na białym zobaczyć, co P. deklarował/deklaruje, a potem płynnie przejść przez linka poniżej w googlach, do opisu faktycznie praktykowanego przez niego stylu życia. Dobre posunięcie, gratulujemy:) Lojalnie poinformowałam go, że kilka osób pytało mnie o możliwość publikacji moich tekstów. No i tu chyba P. naprawdę się przejął, bo w końcu, choć na temat jego brata się nie wypowiadałam, to jego wątek niewątpliwie zostałby przy okazji poruszony i to nie przeze mnie, ciężko byłoby mnie więc podać do sądu. Co w tej sytuacji mógł zrobić P.?? Najpierw postarał się, żeby poprzedni blog został zablokowany (do adminów wpłynęło oficjalne pismo - ja wiem, przez kogo sygnowane) i myślał, że ma sprawę z głowy. Tak się jednak nie stało. Wbrew temu, co rozpowiadał wszem i wobec, treści pozostały na serwerach bloxa w stanie nienaruszonym, o czym mailem poinformowała mnie Pani, z którą w tej sprawie korespondowałam. Co wiecej, przy okazji któregoś tam pobytu u mnie, P. zainstalował na moim kompie bardzo fajny program (bez mojej wiedzy, ale już nie mam o to do niego pretensji:)), który umożliwił mi odzyskanie wszystkich zapisanych w pamięci podręcznej wersji stron mojego bloga. Stąd, w niezmienionej formie, pojawiły się one również na tym blogu. W związku z tym wpadli z bratem na pomysł: jak relacjonował jednej z kobiet P., brat przecież zawsze może się go oficjalnie "wyprzeć", nie pozostanie więc po P. w oficjalnym życiu A. żaden ślad, a to z kolei spowoduje, że nikt ich nie bedzie łączył, więc w najgorszym wypadku P. nie narobi A. kłopotów. Jak postanowili tak uczynili: kilka dni temu P. zniknął z oficjalnej, internetowej strony brata, gdzie do tej pory występował w charakterze "asystenta". Interesujący zbieg okoliczności...Nie był to jednak krok na tyle nieprzewidywalny, żeby ktos o przeciętnym nawet ilorazie inteligencji nie zrobił wcześniej print screana strony przed zmianami.:) Ciekawe, czy wszystkie wizytówki asystenta P. też wyrzucił? Bo jakby ktoś chciał, to ja mam jedną:) A do tego P. napisał do jednej z kobiet (bo ze mną nie rozmawia:)): "Rozmawiałem z bratem, jeżeli ona cokowliek doniesie do pracy to on jej wytoczys prawę, nie będzie sie tak jak ja bawił, nie pozwoli na oczernianie jego soby, ja doszedłem do wniosku, że mogę zwrócić jej bloga, gdyż osobiście mam kopię od początku - pod warunkiem, że usunie wpisy na mój temat i nie będzie więcej nawiązywała do tej sprawy. Posunęła się w kilku kwestiach za daleko, rozumiem, że wcześniejsze wpisy są dla niej ważne i jestem gotowy iść na kompromis i jej oddać cały materiał, łącznie z wycofaniem jakichkowoliek zażaleń do serwisu blox.pl - więc będzie mogła odzyskać swój stary adres. Co nie zmienia faktu, że jak się pojawi coś szkalującego mojego brata, który nie jest winien niczemu - to On wytoczy jej sprawę i udowodni, że to ona szukała dojścia do prasy. Dzisiaj takie pisemko do niej wyślę informujące ją o tym." No i się usmiałam, wiadomość jest z 11. 04. Jak się domyslacie, żadnego "pisemka" nie dostałam, co wiecej, wydaje mi się dość dziwne, że P. ma wrażenie, że to on decyduje o oddaniu mi starego adresu-myslałam, że to decyzja adminów?? Rzecz jasna za troskę dziękuję-tez mam całe archiwum swojego bloga:) Już nie wspominając o tym, że ja niczego bezpośrednio o jego bracie nie napisałam - gdzie tu więc oczernianie? Czy fakt, że nie zgadzam się z jego pogladami i głośno o tym mówię, to już oczernianie? I do jakiej niby pracy miałam dać znać i o czym? I niby dlaczego miałabym usuwać zbloga jakiekolwiek wpisy? Różnej maści Patryków w Polsce jest od groma, ja piszę o swoim życiu, bo jest to mój prywatny blog o mam do tego wszelkie prawo. Zresztą mam wrażenie, że żyjemy w wolnym, demokratycznym kraju i mamy wolność słowa?? No chyba, że mnie w ostatnim czasie zmiana systemu ominęła i znów mamy cenzurę?? A przepraszam, od kiedy to rozmowy z prasą są zabronione?? Bo ten przepis też jakos przeoczyłam...Mitomania po raz kolejny:) No nic, w dniu urodzin życzę sobie niespotykania więcej w życiu tego typu ludzi:) Jak to się spełni, to z resztą sobie poradzę sama:)
sobota, 19 kwietnia 2008
Śmiać się czy płakać, a może zmartwić i przestraszyć? Mistrz podrywu i bóg seksu w jednym-w akcji:)
W kwestii wyjaśnienia dla tych, co nie mieli okazji przeczytać wczesniejszego bloga i archiwum mojego związku z p. (od marca do grudnia-mam na kompie, mogę przesłać całość:)). Po tym, jak P. mnie zostawił, nie napisałam niczego, co mogłoby go urazić. Pisałam tylko o tym, że nie wierzę, że jest mi źle, że tęsknię. Jego temat urwał się w połowie stycznia. I naprawdę nic bym nie napisała więcej, gdyby nie to, że dowiedziałam się, co ta karykatura człowieka mówiła o mnie innym ludziom. Kilkanaście ostatnich notek nie jest podyktowane chęcią zemsty-nie załamał mnie wbrew pozorom fakt, że nie byłam sama w jego życiu. Raczej mnie to zaskoczyło, pod względem logistycznym. Natomiast wkurwił mnie fakt, że oczerniał mnie przed innymi, często zupełnie obcymi mi ludźmi, opowiadając niestworzone historie. Nie o mnie jednej, jak sie okazało. Zainteresowanym, którzy pytaja mnie o to w prywatnej korespondencji odpowiadam: nie, nie przeprosił mnie za to wszystko. Ani na samym początku, jak się wydało, że było nas równoczesnie dwie, ani potem, kiedy juz odkryłam, że było nas od 5 do 10. Nie przeprosił równiez wtedy, kiedy dowiedziałam się, co o mnie opowiada. No, ale do tego trzeba mieć klasę, a to nie jest coś, co P. wyniósł z domu. Miał za to jak najbardziej czelność zadzwonić i prosić, żebym przestała o nim pisać, potem grozić, że od teraz zajmą sie tym "jego ludzie", a w końcu oświadczyć jednej z kobiet, że nie bedzie ze mna rozmawiał ani odbierał tel. (kiedy chciałam się dowiedzieć o wyniki testów na HIV-bedzie o tym), bo "jego ludzie" mu zabronili. Teraz będzie o kolejnej jego znajomej, o której opowiadał mi i co najmniej trzem innym kobietom: Wersja Patryka: Nimfomanka, którą poznałem przez grono. Łączył nas kilkakrotnie seks. Przyjeżdżała do mnie (spoza wa-wy), żeby się pieprzyć. Ale wiem, że robiła to równocześnie z kilkunastoma innymi facetami. Dlatego nie chcę mieć już z nią żadnych kontaktów, bo się boję, że może mnie czymś zarazić, ale ona jest bardzo nachalna, wydzwania do mnie, pisze smsy itd. Kiedy byliśmy ze sobą, też podobno miała przyjechać do wa-wy i chciała u niego nocować, żeby się z nim ***, ale on ponoć kategorycznie jej odmówił. (Szczegóły umożliwiające jej identyfikację pozostawiam dla siebie). Na nieszczęście dla P., ona równiez się ze mną skontaktowała. Wymieniłysmy się informacjami-ja powiedziałam, co o niej od niego słyszałam (nie tylko ja), ona napisała, jak wyglada prawda. Dla ułatwienia nazwijmy ją "asia". Oto jej relacja: Jestem mamusią dwojki dzieci i ba! Patyryk o tym wiedział..hehe nawet podarował mi kiedyś parę zabawek i bajek na dvd ...i nic nie chcąc wzamian ..znaczy może chciał ale głośno o tym nie mówił :P i taka była sytuacja później po latach :) , że On chciał a ja nie ...i niby to zrozumiał; ) po latach jak wspomniałam przed chwilą, wpadłam do wa-wy i nie dla interesów, a do swego faceta ....Tak faktycznie prosiłam go o nocleg , bo pokłóciłam się ze swoim ...i nie odmówił mi ..ba! nawet przyjechał po mnie ...więc nie wiem skąd te bzdury; ) hehe nigdy mnie sex z nim nie łączył :) Ja nimfomanka? haha a to dobre :) Byłam w 4 związkach i jeśli to już za dużo to nie wiem może to nimfomanizm dla kogoś; ) hehe Tyle, że Patryk ..zawsze o mnie wypowiadał się dobrze ...że właśnie nie jestem łatwa ..miła sympatyczna bla bla bla no wiesz o co kaman :) Tylko , że ja serio nawet nie musiałam jemu w to wierzyć ..wierzyłam sobie ....Ale tak czytam Ciebie i za głowę się łapię ..co prawda, to Patryk często próbował być szarmancki i w ogóle ..( róża kolacja wino ) ale zawsze traktowałam go jak kumpla ..fakt mówił mi że jestem w jego typie, że go kręcę ...tylko co z tego ..do tanga trzeba dwojga ....nie jest w moim typie ...i chyba myślał, że mimo to asia ulegnie ..a tu dupa :) Asia się popłakała...zrobiła wielkie oczy , że jednak nie poznała się na tym facecie , wygarnęłam mu co o tym wszystkim myślę i jego przyjaźni i tak jak przyszłam tak wyszłam z jego mieszkania..i na szczęście inni poznani znajomi nie okazali się kutasami ....Po jakimś tam czasie odezwał się chyba z innego gg pisząc co u mnie i że zawsze mogę na niego liczyć ...jakoś nie miałam ochoty czytać tego i chcieć czegokolwiek od niego..tak mnie wtedy zraził...serio był nachalny ....i późniejsze słowa przepraszam miałam tam gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę :) Masakra ...po prostu szokujesz mnie Kobieto :) naprawdę kawał skurwysyna wychodzi z pana polityka.skoro o mnie takie śmieci opowiada ..to ja mu chętnie pomogę w zejściu ze stołka! jeśli to faktycznie prawda ..jestem zaaaa za tym , żeby dostał po dupie ....i wcale nie będzie to przyjemne;) Koniec relacji Asi, mam nadzieję, że nikomu nie trzeba niczego tłumaczyć. Zamieściłam ta relację tu, bo nie była to ani pierwsza, ani ostatnia kobieta, która pisała o tym, że P. w stosunku do niej był tak nachalny, że aż się przestraszyła. Oto kolejna (też usunęłam na prośbę autorki dane, mogące ją zidentyfikować): To spotkanie gdzie poznałam Patryka odbyło sie dwa lata temu. (tu informacja w jakich okolicznościach) Patryk z początku nie zwracał na mnie uwagi,ale jak zatańczyłam z nim raz to już nie chciał dać mi spokoju. Ja sie trochę napiłam i pozwoliłam sobie na lekki flirt z nim, co się potem okazało błędem. Usilnie próbował zaciągnąć mnie do łózka. Ale mu nie uległam, wiec nie był zbytnio zadowolony. Potem wydzwaniał codziennie, żeby się umówic w wiadomym celu. Spotkałam sie ze dwa razy - raz w jakiejś knajpie, nie pamiętam w jakiej, raz zabrałam go na bal karnawałowy. Już wtedy bez ogródek powiedział mi, że za to, że poszedł ze mną, muszę iść z nim do łózka. Kategorycznie odmówiłam. Potem było jeszcze kilkanaście smsów proszących abym sie z nim przespała. Nie odpowiadałam. Jak został radnym i dostał nową komórkę znowu próbował i postraszyłam go, ze pójdę na policję i oskarżę o molestowanie. Wiec dał mi spokój. Nie sądziłam że jest takim draniem i że sprawa ujrzy światło dziennie. Tyle jeśli chodzi o moją historię z Panem Wielkim Oszustem. O tej koleżance natomiast w ogóle nie słyszałam, P. nie wspominał, choć o spotkaniu, na którym się poznali owszem. Może po prostu nie podał jej imienia, bo historię o tym, jak to był po nim rozrywany i jak umawiał sie z dwoma kobietami stamtąd, to owszem. O tym, jakie na wszystkich zrobił wrażenie - również. Autorka była zapewne w jego mniemaniu jedną z nich:) Znam tylko jedno słowo, na określenie czegoś takiego: "mitomania". Najlepsze jest to, że on w te wszystkie zmyślane przez siebie historie chyba wierzy i naprawdę uważa się za boga seksu...A juz szczytem była jego opowiaść do mnie, jak to sypiał z jakąś kobietą (nie pamiętam imienia, nie pamiętam też czy była to jednorazowa sytuacja, czy jakiś dłuższy układ), a potem "przejął" ją po nim jego przyjaciel, J. No i kobieta podobno po seksie powiedziała do J., żeby poszedł po nauki do P., bo póki co, to nie bardzo mu to wychodzi. Hahaha. Już wtedy wydało mi się to zastanawiające, bo orłem to P. w łóżku nie był, ale ok, usmiechnęłam się i powiedziałam: biedny J., musiało mu się przykro zrobić. Oczywiście o rzekomych słowach tej kobiety, opowiedział mu sam załamany J. No i jak ja to mam skomentować?? No, szkoda słów i miejsca na blogu:) I jeszcze coś naprawdę hardcorowego. Rozmowa na gg z jedna z jego kobiet. Archiwum do wglądu, daty i godziny, jak równiez jej imię ze względu na możliwą identyfikację musiałam wykasować. Wrażliwych proszę o nieczytanie: xyz przypomnialo mi sie cos....cos obrzydliwego....opwiem Ci ![]() ja mow xyz ktoregos wieczora( to była bodajze sreoda) spedzalam "mile" chwile w towarzystwie patryczka....siedzielismy obok siebie on deklarujac jak mu zalezy jaka jestem ważna glodzil reka moja twarz...........i szok ( teraz bedzie oblesnie) poczulam sluz-damski sluz jak by chwile wczesniej uprawial z kims petting........... <rzygi> xyz zapach byl wyrazny....zaniemowilam :/ xyz odrazu zapytalam gdzie naprawde byl...bylo mi tak nieswojo...zamurowalo mnie....:/ szok...on oczywiscie o co mi chodzi ze pracuje ze byl u rodzicow.....nie powiedzialam co wyczulam-boze maskara powaznie, zapytałam czy mnie nie zdradza na to on zaczal atakowac mnie ze nie wie o co mi chodzi................... xyz jak sobie to przypomnialam to mnie zemdlilo w xyz nocy...po calej akcji nawet nie umyl rak......ja wiedzialam ze on wraca z jakiegos seksu.....ale glupia nie mogalam uwierzyc ze on potrafi klamac prosto w oczy.... xyz masakra.mowie ci. xyz
oglnie obrzydliwa akacja byla, ( nieniestety mam dobry wech) a notorychnie to juz zapach spermy od niego czulam :/ ale to jeszcze mozna sobie jakos wytlumaczyc....walil sobie konia bo myslal o mnie :/ ja ja pierdzielę, pełna obleśność ja ale w ogole z ta sperma mnie zabiłaś-tez miałam takie wrażenie kilkakrotnie, ale też stwierdziłam, że sobie konia walił, ale do tego mi sie przyznawał xyz i wiedzialam dobrze....przeciez glupia nie jestem te wszystkie znaki ale chuj on klamal mi w oczy! Bez komentarza.
piątek, 18 kwietnia 2008
prywata:)
Tak kończy sie list od Agaty. Wybaczcie, teraz będzie trochę prywaty: Patryk,
Ty zakłamany oszuście. Nie podaruję Ci opowiadania o mnie takich
bredni. Ja znam swoją wartość, wiem kim jestem. Nie zamierzam tłumaczyć
się z żadnych Twoich fantazji na mój temat. Ja nie muszę - Ci, co mnie
znają wiedzą, dlaczego warto. Ja mam znajomych i przyjaciół, w
przeciwieństwie do Ciebie, bo (jak napisała jedna z Twoich znajomych w
prywatnym liście do mnie):"Prawda jest taka, że P nie ma przyjaciół i
tylko jemu wydaję się, że wszyscy pragną się z nim przyjaźnić:)" I powtórzę po raz kolejny słowa znanej piosenki: |